Dobre występy Zagłębia w ostatnim czasie dosyć mocno rozbudziły apetyty. Chcemy jeszcze więcej jeszcze lepszych meczów.
Może stąd wynika moje „niemrawe” określenie meczu z Lechią (może też dlatego, że złożony chorobą oglądałem je przez szkiełko telewizora), ale Zagłębie grało jakby w zwolnionym tempie w porównaniu do poprzednich kolejek.
Co lub kto jest temu winne? Kryzys fizyczny? Aleksandar Kovacević? Sięgnięcie szklanego sufitu w tym sezonie?
Wspominam Serba, bo to on wyłączył światło Zagłębia, którym był do tej pory Filip Starzyński. Bez Filipa w grze szło jak po grudzie. Zdarzyła się co prawda sytuacja Krzyśka Janusa i mogła diametralnie odmienić mecz, jednak „Janis” zbyt długo zbierał się do oddania strzału (mając na przeciwko siebie Wawrzyniaka miał do tego prawo).
Lechia zagrała podobnie jak półtora miesiąca temu. Odpowiedzialnie i z minimalizowaniem dojścia do głosu Zagłębia. Udało się wykorzystać jeden moment, gdzie druga linia oddaliła się od obrony, co skrzętnie wykorzystało Zagłębie. Gdyby udało się dołożyć drugą bramkę Krzyśka Piątka (co za akcja Kubickiego!) tabela mogła wyglądać zupełnie inaczej.
Nieładnie wskazywać palcem, ale „przewrotka” Flavio ma swoich winowajców. Aleksandar Todorovski nie patrzył zupełnie na Portugalczyka, skupiając wzrok na piłce. A wystarczyłoby zrobić dwa, trzy kroki do przodu wcześniej i go zastawić. Kamyczek do ogródka można też wrzucić Maćkowi Dąbrowskiemu, który nie krył zupełnie nikogo. Pierwsza bramka to dziecinne ogranie przez Kuświka Lubomira Guldana. Zabrakło też gdzieś asekuracji Starzyńskiego, bo to on stracił piłkę na rzecz Flavio.
Wymienianie tych kwestii może się wydać maruderstwem. A bo ten źle stanął, a ten dał się wyprzedzić, a ten stracił, a ten nie doskoczył. Ale od tego powinna zaczynać się analiza i permanentna poprawa – od identyfikacji błędów.
Zmęczone rewelacje
Nie ma czasu na odpoczynek. Przed nami trudny wyjazd do Krakowa. Szczerze? Pierwszy raz od dawna nie wiem czego się po Zagłębiu spodziewać. Wierzę, że nie spadł poziom ambicji i zaangażowania. Wątpię, by nie pojawiło się zmęczenie i pewne „odpryski” sezonu w postaci małych dolegliwości zdrowotnych. Zakładam, że w pierwszym składzie poobijanego Papadopulosa może zastąpić Krzysiek Piątek.
W Krakowie zagramy bez Kuby Tosika i wspomnianego Aleksa Todorovskiego, któremu przyda się może trochę luzu. Na pozycji prawego obrońcy zobaczymy pewnie Damiana Zbozienia. Jego zmiana w meczu z Lechią też może dziwić, skoro na ławce był chociażby Filip Jagiełło lub Luis Carlos. Być może chodziło o złapanie kilku minut „pewności” przez Damiana.
Zagłębie wyglądało w meczu z Lechią na drużynę zmęczoną. Zmęczoną intensywnością i pogonią za efektownym wejściem do grupy mistrzowskiej. Po drużynie Jacka Zielińskiego też widać trudy sezonu. Ale mimo trudności to walka do końca w Gliwicach się opłaciła.
W Krakowie zatem starcie dwóch „zmęczonych” rewelacji kampanii 15/16.
Która okaże się zwycięska?
bjmarchew