Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław
Inauguracja tej kolejki będzie miała miejsce w Białymstoku. Jagiellonia podejmie Śląsk Wrocław i to będzie taki mały pojedynek o 6 punktów. Obie drużyny mają po 25 punktów i obie znajdują się w chwili obecnej poza pierwszą ósemką. Po inauguracyjnej kolejce jednak nastroje są różne. Jagiellonia została rozbita przez Legię, Śląsk wymęczył zwycięstwo z Wisłą Kraków. W sumie w przypadku obu drużyn styl się nie liczy. Liczą się punkty. Jednak nie można w nieskończoność grając bez stylu punktować. A jakoś ta gra Śląska kompletnie nie przypada mi do gustu. Mało tego, w tym meczu Śląsk będzie osłabiony. Za kartki pauzują Kokoszka, Dudu i Hateley. Co by nie mówić, są to spore osłabienia patrząc na stan posiadania Śląska. W większym wymiarze czasowym powinien zagrać Pich, który ostatnio zmagał się z chorobą. Jaga do tego meczu przystąpi wzmocniona Łukaszem Burligą, który wczoraj zasilił szeregi Jagi. Z pewnością wzmocni to rywalizację na bokach obrony. A jak wiadomo obrona Jagiellonii to formacja, która najbardziej kuleje. Wystarczy powiedzieć, że więcej goli od podopiecznych Probierza stracili tylko zawodnicy Podbeskidzia. Mimo wszystko dla mnie faworytem w tym meczu będzie Jagiellonia. Po pierwsze: grają u siebie. Probierz zrobi wszystko aby zatrzeć złe wrażenie zostawione w meczu z Legią. Śląsk na wyjazdach w tym sezonie spisuje się słabo. Razem z Termaliką i Lechią, Śląsk to najgorsza drużyna wyjazdowa w lidze. A to chyba najdalszy wyjazd wrocławian. Wydaje się więc, że punkty zostaną w Białymstoku.
Piast Gliwice - Pogoń Szczecin
Drugi piątkowy mecz to niewątpliwie szlagier tej kolejki. Lider podejmuje będącą tuż za podium Pogoń Szczecin. Zapowiada się bardzo ciekawe spotkanie. W poprzedniej kolejce Piast zdecydowanie zawiódł. Nie potrafił strzelić gola w Łęcznej. Ciężko co prawda mówić już o jakimś kryzysie. W poprzednią rundę Piast też słabo wszedł (minimalne zwycięstwo z Termaliką i porażka z Ruchem). Dzisiaj gliwiczan czekać będzie prawdziwy egzamin. Pogoń to taki czarny koń tych rozgrywek. Przed sezonem raczej nikt na nich nie stawiał, a oni grają swoje i tak troszkę po cichu są w ścisłej czołówce. Pogoń najpóźniej ze wszystkich zainaugurowała rundę. Nie dość, że grali swój mecz dopiero w poniedziałek, to postanowili zacząć grać w piłkę dopiero od drugiej połowy. W pierwszej połowie nie wychodziło im kompletnie nic i Korona skrzętnie to wykorzystała. Po przerwie zobaczyliśmy już całkiem inną Pogoń, a drużynę do zwycięstwa poprowadził Rafał Murawski. Dobrze do drużyny wprowadził się Gyurcsó. Może i nie zagrał jakoś fenomenalnie, ale gola na wagę 3 punktów strzelił. To powinno mu dodać pewności siebie, zresztą tak jak całej Pogoni. Po takim meczu i wygraniu go ze stanu 0:2 morale powinny pójść zdecydowanie w górę. W obu zespołach zabraknie po jednym zawodniku zawieszonym za kartki. W Piaście nie zagra Jankowski, w Pogoni zabraknie Listkowskiego. Jesienią Pogoń ograła Piasta 3:1. To tylko pokazuje jak ciężko będzie gliwiczanom w tym pojedynku. Jeżeli już miałbym wskazać faworyta w tym meczu, to według mnie Pogoń wywiezie co najmniej jedno oczko z Gliwic.
Korona Kielce - Lechia Gdańsk
W sobotę jako pierwsi na boisko wyjdą zawodnicy w Kielcach. Korona podejmie Lechię. Korona kolejny raz zaskoczyła wszystkich. Na inaugurację prowadzili już z Pogonią 2:0, jednak tym razem ich piękny sen wyjazdowy nie trwał tak długo jak jesienią. Można powiedzieć, że na drugą połowę nie wyszli i w efekcie przegrali 2:3. W sobotnie popołudnie zadanie wcale nie będzie łatwiejsze. Po pierwsze wszyscy wiemy jak Korona radzi sobie u siebie. Ostatnia wygrana Korony w Kiecach to mecz pierwszej kolejki z Jagiellonią. Trochę czasu minęło. W meczu z Lechią lekko nie będzie. Gdańszczanie z reprezentantami w składzie mają zdecydowanie mocniejszą kadrę niż kielczanie. W pierwszym roznieśli Podbeskidzie 5:0, ale dopóki siły były wyrównane to Lechia za bardzo nie miała pomysłu na "Górali". Potem dwie szybkie czerwone kartki dla Podbeskidzia, a tuż po przerwie idiotyczne zagranie ręką w polu karnym i od tego momentu Lechia ruszyła. Problemem może jednak okazać się zestawienie formacji obronnej. Za kartki wypadają Wawrzyniak i Janicki, czyli 2/3 formacji defensywnej. Ciekawe jak poradzą sobie zmiennicy i jak to wszystko będzie funkcjonowało. Potencjał zdecydowanie jest w tym meczu po stronie gości. I nie ma co ukrywać, to Lechia jest faworytem. Znając jednak realia polskiej piłki, Korona przełamie się u siebie w najmniej spodziewanym momencie. Czy to będzie już w starciu z Lechią? Tego nie wie nawet Wróżbita Maciej.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lech Poznań
Nikt nie powinien mieć tutaj problemu ze wskazaniem faworyta. To jest tzw. oczywista oczywistość. Faworytem jest Lech Poznań i to nawet biorąc pod uwagę fakt, że za kartki zawieszeni są Karol Linetty i Łukasz Trałka. Ktoś powie, że to dwaj kluczowi zawodnicy dla Lecha. Ok, zgoda. Ale w ich miejsce prawdopodobnie wskoczy duet Gajos - Jevtic i gorzej to nie powinno wyglądać. Ba, może być jeszcze bardziej ofensywnie. Dobrze wprowadził się Nielsen, strzelając gola już w swoim pierwszym meczu. Teraz powinno mu być zdecydowanie łatwiej. Dobrze z ławki wprowadził się Kownacki strzelając dwa gole. A do gry uprawniony został jeszcze Sisi. Dodając do tego fakt, że Podbeskidzie jest jedyną drużyną w lidze, która u siebie jeszcze nie wygrała, Lech nie powinien mieć tutaj problemów. Jak już wspomniałem przy okazji meczu Lechii, Podbeskidzie przegrało na własne życzenie. Głupie faule, idiotyczny rzut karny, a później już nie było czego zbierać. Za kartki nie zagra Japończyk Kato, co też będzie sporym osłabieniem Górali. Z całym szacunkiem, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, aby rozpędzony Lech miał tutaj jakiekolwiek problemy z Podbeskidziem. Pod każdym względem są po prostu lepsi od swoich sobotnich rywali. Dodatkową motywacją dla Kolejorza będzie fakt, że czołówka jest już tuż tuż i może nawet uda się doskoczyć do niej przed podziałem punktów. Ale aby tak się stało, to takie mecze jak ten Lech musi obowiązkowo wygrywać.
Termlica Bruk-Bet Nieciecza - Cracovia
Na zakończenie sobotnich zmagań małe derby województwa małopolskiego, Termalica podejmie Cracovię. Pamiętamy co działo się jesienią. Tam najniespodziewaniej w świecie Termalica przy Kałuży pokonała Cracovię 3:2. I to był świetny mecz z obu stron i bardzo przyjemnie się go oglądało. W sobotni wieczór wszystko wskazuje na powtórkę z rozrywki. Termalica nadal stara się grać swoje. Czyli dużo gry piłką, cierpliwie, kombinacyjnie. I zawsze sobie sytuacje dogodne stworzą. Czasami mają spore problemy z wykończeniem tych sytuacji. W pierwszym meczu jednak zaprezentowali się solidnie w ofensywie. Strzelili w Poznaniu dwa gole. Wrócili ze stanu 0:2 do 2:2. Wygląda to tak, że mając korzystny wynik Termalica była jakaś spięta i przestraszona. Przegrywając dwoma golami i nie mając nic do stracenia zaczęli grać na luzie i doprowadzili do remisu. Potem jednak znowu mieli korzystny wynik i znowu zaczęło się nerwowe granie. Cracovia zaś na inaugurację zabawiła się z Górnikiem Zabrze, spokojnie wygrywając 3:0 i trzeba przyznać, że to był najniższy wymiar kary. Bo nie należy zapominać o świetnych sytuacjach, które Cracovia sobie jeszcze stworzyła. Odejście Rakelsa było praktycznie niezauważalne. I trzeba sobie to powiedzieć jasno: Cracovia, z taką grą, jest jednym z faworytów w walce o mistrzostwo Polski. Pytanie tylko, jak podopieczni Zielińskiego będą sobie radzili z narastającą presją związaną z walką o tytuł. Wydaje się jednak, że to zacznie się dopiero w grupie mistrzowskiej, a teraz Cracovia nadal będzie grała swoją kombinacyjną piłkę. A obrona niecieczan do monolitu nie należy, więc kilka goli w tym spotkaniu powinniśmy zobaczyć.
Górnik Zabrze - Ruch Chorzów
Wielkie Derby Śląska. I w teorii tyle powinno wystarczyć, aby zachęcić do obejrzenia tego spotkania. W końcu stadion w Zabrzu nie będzie świecił pustkami. Po milionie lat na placu budowy wreszcie będzie mogło zasiąść na nim ponad 24 tysiące widzów. Otoczka zatem będzie godna tego meczu. Pytanie tylko jak do tej całej otoczki, do tego święta, dostosują się piłkarze. Trzeba to sobie powiedzieć otwarcie: obie drużyny na inaugurację zawiodły swoich fanów. Górnik został rozbity przez Cracovię, Ruch kompletnie dał się zdominować Zagłębiu i jakimś cudem dowiózł do końca wynik 0:0. Jednak wrażenie artystyczne jakie zostawili "Niebiescy" w tym meczu było bardzo słabe. Patrząc na sytuację w tabeli, Górnik jest pod zdecydowanie większą presją. Dla nich punkty są jak tlen. Co prawda strata do grupy mistrzowskiej to tylko 5 punktów, jednak meczów jest coraz mniej, a rywale też w nieskończoność punktów gubić nie będą. Pod znakiem zapytania stoi występ Madeja. To spore osłabienie, bo wszyscy wiemy jak potrafi szarpnąć na skrzydle ten zawodnik. Wydaje się więc, że Ruch zagra podobnie jak z Zagłębiem. Będą cofnięci za podwójną gardą i będą czekać na swoją szansę w kontrze. Jak zagra Górnik? Wydaje mi się, że nikt z zabrzan nogi nie odstawi i czego jak czego, ale walki nie zabraknie. Pamiętajmy, że to WDŚ, ale też o tym, że to podopieczni Ojrzyńskiego, a ten trener nie toleruje fuszerki, szczególnie u siebie. Ten mecz może okazać się trampoliną dla Górnika zarówno jeżeli chodzi o tabelę jak i strefę mentalną. Zapowiada się więc ciekawe spotkanie i wydaje mi się, że minimalnym faworytem tego meczu będzie jednak Górnik.
Wisła Kraków - Górnik Łęczna
Na zakończenie tej kolejki zapowiada się typowy poniedziałkowy mecz w Ekstraklasie. 0:0 po bezbarwnej i tradycji stanie się zadość. Bo patrząc na to co prezentuje Wisła Kraków raczej nie można być optymistą. 6 porażek z rzędu. 5 kolejnych spotkań bez zdobytego gola. Problemy kadrowe praktycznie w każdej formacji. W bramce saga z Cierzniakiem przesuniętym do rezerw. W obronie przed tym spotkaniem odszedł Burliga do Jagi. W pomocy kontuzja Krzysztofa Mączyńskiego, który był liderem całej drużyny. A w ataku wciąż nie wiadomo kiedy do gry wróci Brożek. Do tego przed sezonem odszedł Jankowski, który jednak kilka goli i asyst jesienią od siebie dołożył. No nie wygląda to zbyt optymistycznie. Z drugiej strony Łęczna na inaugurację potrafiła zatrzymać Piasta Gliwice u siebie. Ba, zaprezentowali się nawet lepiej niż gliwiczanie, ale zawiodła skuteczność. Dwie sytuacje sam na sam zmarnował Bonin. Górnik na wyjazdach z reguły nastawia się na kontry. Wychodzi to z różnym skutkiem. Czasem potrafią utrzymać 0:0 jak w meczu z Zagłębiem, czasem potrafią stworzyć sobie mnóstwo świetnych sytuacji, a mimo to przegrać (mecz z Lechem), ale potrafią też wygrać. Ogólnie tylko dwa zwycięstwa na wyjeździe, więc szału nie ma. Wygląda więc na to, że obie drużyny idealnie wpasują się w "poniedziałkowe granie". Fajerwerków raczej bym się tutaj nie spodziewał.