Podbeskidzie Bielsko-Biała - Korona Kielce
Inauguracja tej kolejki będzie miała miejsce na stadionie w Bielsku, gdzie Podbeskidzie podejmie kielecką Koronę. Patrząc po tym co się działo ostatnio z murawą na stadionie Podbeskidzia można się obawiać o poziom tego spotkania. Co prawda na swoim oficjalnym twitterze gospodarze wrzucili zdjęcie murawy, ale z biegiem czasu może zrobić się tradycyjne już bagienko. Można sobie żartować, że nie powinno mieć to znaczenia, ponieważ obie drużyny są przyzwyczajone do rywalizacji w takich warunkach. Wszyscy przecież pamiętają co działo się na Kolporter Arenie podczas meczu z Lechią Gdańsk. To tyle tytułem przydługiego wstępu dotyczącego otoczki tego spotkania. Wypad przejść do tego, co nas czeka na boisku. W zdecydowanie lepszej formie znajduje się Podbeskidzie. Trzy mecze wygrane z rzędu to taka seria, jaką mało kto pamięta pod Klimczokiem. Efekt jest taki, że prosto ze strefy spadkowej Podbeskidzie jest już tylko 2 punkty za czołową ósemką a co za tym idzie awansem do grupy mistrzowskiej. I wszystko mają w swoich rękach. Terminarz wydaje się być ich atutem. Ale teraz wypada wrócić do wstępu. Chodzi o zmęczenie i kondycję zawodników. Tutaj w lepszej sytuacji jest Korona Kielce, która we wtorek nie grała (jej mecz został odwołany ze względu na zły stan murawy). Poza tym kielczanie prezentują się całkiem przyzwoicie. No przynajmniej jeżeli chodzi o grę w ataku. W trzech wiosennych meczach zdobyli 8 goli. Patrząc na to jakimi dysponują ludźmi w przodzie jest to kapitalny wynik. Problem natomiast rodzi się w obronie. Po stronach strat jest również 8. A jakby tego było mało, w tym meczu przyjdzie im zagrać bez lidera swojej defensywy, czyli bez Radka Dejmka. Czego zatem się spodziewać? Grę powinno prowadzić Podbeskidzie a Korona będzie próbowała wyprowadzać zabójcze kontry. Podbeskidzie też w defensywie potrafi się pogubić. Mimo tego, że ostatnio wygrali z Łęczną zachowując czyste konto, trzeba pamiętać, że swoje dogodne sytuacje mieli goście. Wygląda więc na to, że możemy spodziewać się tutaj goli. O ile oczywiście murawa na to pozwoli.
Wisła Kraków - Piast Gliwice
Drugie piątkowe spotkanie przez niektórych zapowiadane jest jako hit. No ja jednak nie wiem na jakiej podstawie. Przecież Wisła tej wiosny zdobyła 3 punkty w 3 meczach. Piast natomiast jest jeszcze gorszy i zdobył tych punktów 2. Patrząc na tabelę to też nie bardzo przypomina hit. Drużyna ze strefy spadkowej podejmuje drużynę ze ścisłej czołówki. No co jak co, ale na hit to mi nie wygląda. W Wiśle mamy tradycyjny burdel i przewracają się kolejne kostki domina. Pierwszą "kostką" było zwolnienie Kazimierza Moskala a od tego czasu Wisła zmaga się z konsekwencjami tej błędnej decyzji. Po Moskalu do końca zeszłego roku drużynę prowadził Broniszewski, następnie zatrudniony został Tadeusz Pawłowski, który przepracował z drużyną zimę i po trzech kolejkach wiosennych został urlopowany. Do gry wrócił więc Broniszewski. I w tym miejscu wypada przypomnieć bilans Marcina Broniszewskiego w Ekstraklasie. 0 zwycięstw, 1 remis i 6 porażek. Stosunek bramek to 2:11. Dalszy komentarz jest chyba zbędny. W meczu z Piastem nie zagrają też Guerrier i Guzmics. Czyli osłabienia zarówno w ataku jak i w obronie. W międzyczasie ściągnięty do klubu został Chorwat Brlek, o którym Broniszewski mówi: "zajebisty zawodnik", ale już nie jeden potencjalny kozak odbił się od Ekstraklasy. W Piaście też wszystko gwałtownie wyhamowało. Coś jest ewidentnie nie tak. Jest kłopot ze strzelaniem goli, jest kłopot z defensywą. Praktycznie jedynym zawodnikiem, który nie zawodzi jest bramkarz Szmatuła. Mimo wszystko Piast wydaje się zdecydowanie bardziej poukładany. Przewagi nie ma żadna ze stron bo oba mecze obu drużyn we wtorek zostały odwołane. Czas powinien pracować na korzyść gości i według mnie oni tego meczu po prostu nie przegrają. Muszą wykorzystać fakt, w jakim kryzysie jest Wisła.
Górnik Łęczna - Termalica Bruk-Bet Nieciecza
W sobotę jako pierwsi wybiegną zawodnicy w Łęcznej. Miejscowy Górnik bardzo dobrze wszedł w ten rok. W 3 pierwszych meczach zdobyli 5 punktów i trzeba przyznać, że nie był to przypadek. Jako przypadek należy mimo wszystko rozpatrywać ich wtorkową porażkę w Bielsku. Po pierwsze mecz był rozgrywany na czymś co tylko z nazwy przypominało boisko a po drugie trzeba spojrzeć na okoliczności w jakich to spotkanie przegrali zawodnicy z lubelszczyzny. Pierwszy gol? Rykoszet w samej końcówce. Drugi gol? Centrostrzał w ostatniej akcji meczu. Ewidentnie Górnik może mówić o pechu. W sobotę zapewne zrobią wszystko aby wrócić na właściwe tory. Zadanie jednak nie będzie łatwe. Do Łęcznej przyjedzie Nieciecza, która w ostatniej kolejce rozbiła Legię 3:0. I trzeba przyznać, że trzy gole strzelone liderowi to absolutne minimum bo Termalica miała jeszcze przynajmniej 3 stuprocentowe sytuacje na podwyższenie tego wyniku. Ten i tak wydaje się być historyczny. Tak się spodobał właścicielom klubu, że Ci przygotowali specjalną premię dla drużyny w wysokości stu tysięcy złotych. Trzeba przyznać, że w kontekście malutkiej Niecieczy takie liczby robią wrażenie. Mi jednak wydaje się, że tutaj możemy mieć podobny efekt, jak w przypadku Ruchu Chorzów. Nieciecza wygrała bardzo ważny mecz i teraz może nastąpić lekkie rozprężenie. I właśnie to może być tutaj kluczowe.
Legia Warszawa - Górnik Zabrze
Było o Niecieczy, więc teraz czas na Legię. 0:3 z Termalicą to oczywisty powód do wstydu. Legia zagrała fatalnie. Oczywiście można mówić, że gdyby nie poprzeczka przy stanie 0:0 ten mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej i to Legia mogła zgarnąć komplet punktów. Nie ma co jednak gdybać bo gdyby babka miała wąsy to by dziadkiem była. Taki obrót spraw z pewnością nie spodobał się trenerowi Czerczesowowi. Tym bardziej po wypowiedziach Ondreja Dudy, który stwierdził, że nie byli odpowiedni przygotowani do tego meczu. W sobotni wieczór jednak zadanie wydaje się o wiele prostsze. Na Łazienkowską przyjeżdża przecież czerwona latarnia ligi. Drużyna, która na wiosnę zdobyła jeden punkt w czterech spotkaniach. Drużyna, która w 2016 roku nie strzeliła gola. Drużyna, która gra fatalnie. Drużyna, która w pośpiechu zwolniła trenera. Drużyna, która oczywiście nie miała planu B zwalniając trenera. Tymczasowym trenerem został Jan Żurek. Czy okaże się on zbawcą? Według mnie nie. Czy da impuls zawodnikom Górnika? Według mnie nie. W piątek też podobno drużyna została odwiedzona na treningu przez kibiców. A takie rzeczy z reguł mają odwrotny skutek od zamierzonego. Zapowiada się kolejna porażka i "umocnienie się" na ostatniej pozycji. Ja tutaj racjonalnych argumentów przemawiających za Górnikiem nie widzę. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że Legii w tym meczu powinno się wyjątkowo chcieć.
Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok
Arcyważne spotkanie dla obu drużyn. Szczególnie dla Lechii. Wydaje się, że to może być dla nich mecz o być albo nie być w czołowej ósemce. Porażka w tym spotkaniu i przy niekorzystnych wynikach w pozostałych meczach sprawi, że gdańszczanie będą już tracili 6 punktów do będącej na ósmym miejscu "Jagi" i 7 oczek do Lecha i Zagłębia. Presja jest więc spora. Wydaje się więc, że dla Michała Probierza w tym meczu nie najgorszym wynikiem będzie remis. I dlatego drużynę powinien ustawić tak jak w Poznaniu. Będzie solidna defensywa i czekanie na kontrę, ewentualnie stały fragment. W Poznaniu zdało to egzamin. Kilka dni później u siebie w meczu z Pogonią egzamin był zdany już tylko połowicznie bo mecz zakończył się wynikiem 0:0. Pytanie tylko jak sobie z takim graniem poradzi Lechia. W Lubinie sobie nie poradzili. We wtorek Zagłębie właśnie tak zagrało i to zdało egzamin. W całym meczu Lechia biła głową w mur. Gdańszczanie stworzyli sobie 3 sytuacje w całym meczu a to jednak zbyt mało. Co prawda do gry może wrócić Sebastian Mila, który potrafi jakimś nieszablonowym zagraniem otworzyć partnerom drogę do bramki. Uważam jednak, że zbyt wielu goli tutaj nie powinniśmy oglądać. Powinien to być kolejny mecz z udziałem "Jagi", który będzie się kręcił w okolicach 0:0.
Lech Poznań - Cracovia
To właśnie to spotkanie zapowiada się jako szlagier tej kolejki. Mistrz Polski podejmuje drużynę aspirującą do gry w Europejskich Pucharach w przyszłym roku. Przez fatalny początek sezonu Lech jest niżej w tabeli niż się wszyscy spodziewali. Do będącej na trzecim miejscu Cracovii Kolejorz traci aktualnie 9 punktów. Wygląda więc na to, że to będzie bardzo ważne spotkanie dla Lecha. Ewentualne zwycięstwo zmniejszy stratę do 6 punktów a po podziale będą to tylko 3 oczka. Ale Lech nie może patrzeć tylko i wyłącznie w górę tabeli. Fakty są takie, że nie mają jeszcze bezpiecznej przewagi nad drużynami goniącymi czołową ósemkę. Tym bardziej punkty w tym meczu to ich obowiązek. Dla Cracovii taka sytuacja wydaje się być idealna. To nie oni będą faworytem. To nie na nich będzie presja. Oni po prostu wyjdą na boisko, żeby zagrać swoje. A to, że grać w piłkę potrafią udowodnili już w tym sezonie niejednokrotnie. Przekonał też się o tym Lech. W Krakowie "Pasy" rozbiły Kolejorza 5:2 już po 4 minutach prowadząc 2:0. Wielkim problemem Lecha w tym spotkaniu będzie brak Szymona Pawłowskiego, który doznał urazu w Zabrzu. Ostatnimi czasy wszystko co dobre w ofensywie Lecha zależało właśnie od niego i od Karola Linettego. Teraz na placu boju zostaje sam Karol. Tutaj jednak będzie wreszcie pole do popisu dla pozostałych zawodników. Jeżeli Kolejorz ma w planach powalczyć o grę w Pucharach to właśnie w takim meczu muszą zagrać na 100% swoich możliwości. A jak tak się stanie to o gole powinniśmy być spokojni.
Pogoń Szczecin - Ruch Chorzów
Na zakończenie tej kolejki Pogoń podejmie chorzowski Ruch. W teorii powinno to być ciekawe starcie drużyn z górnej połowy tabeli. W praktyce jednak widzi mi się tutaj gra na zasadzie "żeby tylko nie przegrać". Dodając do tego, że jest to mecz w poniedziałek o 18:00 to nie wróży zbyt dobrze. Pogoń w tym roku ma problem. Problem ze zdobywaniem goli. Co prawda strzelili Koronie 3 gole na inaugurację, ale potem było tylko gorzej. Jeden gol w następnych trzech meczach. Ale żeby nie mówić, że jest tak źle to trzeba przyznać, że w defensywie wciąż to wygląda dość solidnie. 3 ostatnie mecze to również jeden gol stracony. Zawodzi póki co Ádám Gyurcsó i póki co nie jest takim kozakiem jakim miał być. Ruch to przede wszystkim też defensywa. W ostatnim meczu chcieli pójść na wymianę ciosów z Cracovią i skończyło się to dla nich porażką 2:3. Zawsze po stracie sporej liczby goli trenerzy skupiają się na poprawieniu mankamentów w defensywie. I tak też zapewne będzie w Szczecinie. Drużyna, która jako pierwsza zdobędzie gola będzie miała otwartą drogę do zdobycia trzech punktów. Pytanie tylko czy komuś uda się otworzyć wynik.