Urok ligi. Ledwie skończyliśmy dyskutować o meczu w Krakowie, a tu znowu trzeba ruszać na stadion. Przed nami mecz z drużyną, która latem jaśniała, by teraz okryła się jesienną szarówą.
W blasku Barcelony
Eksperci od Gdańska po Tatry dobrą grę Lechii na początku kampanii uzależniali od możności ogrzania się w cieple Barcelony podczas towarzyskiego meczu. Wtedy między obrońcami Dumy Katalonii brylował Piotr Grzelczak, Bąk i Małkowski wzbijali się na wyżyny broniąc strzały Katalończyków…
Można się zgadzać, albo wyśmiewać tę teorię; coś w niej musi być. Lechia Gdańsk na początku grała świetnie, łącząc efektywność z efektownością i pozwoliło uzyskać nawet fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy. Udało się to uzyskać dzięki grze doświadczonego Daisuke Matsuiego, po którym widać obycie w świecie prawdziwego futbolu. Takim kulminacyjnym punktem dobrej gry gdańszczan był z pewnością mecz na Łazienkowskiej, gdzie pewnie ograli Legię.
Im dalej w las tym coraz więcej przeciętności wkradło się w grę podopiecznych trenera Probierza. Tutaj remis, tu następny, tu „bęcki” od Wisły, tutaj znowu remis… W pierwszych 13 meczach Lechia (wraz z Ruchem) zremisowała już siedem razy - najwięcej w całej lidze.
Gwiazdą drużyny jest z pewnością Matusi. Ma największe umiejętności, jednak najbardziej szkodliwa jest ta, że często dostosowuje się do poziomu współgraczy. Jeśli oni grają dobrze – on przykrywa ich czapką; jeśli oni grają przeciętnie – on jest niewidoczny najbardziej (celowo tak złożone zdanie). Obok Japończyka w tym sezonie najlepsi gracze Lechii to z pewnością Buzała (najlepszy strzelec – 3 bramki) oraz grono młodych zawodników z Frankowskim i Dawidowiczem na czele.
Z Zagłębiem zagra pauzujący w ostatniej kolejce Deleu. Natomiast dwa dni temu do rezerw Michał Probierz zesłał Piotra Wiśniewskiego.
Nie jest najgorzej
Naprawdę. Nie ma co załamywać rąk i mówić, że jest mizernie. Gra Zagłębia pod wodzą Lenczyka zazębia się. Powoli, ale widać jakiś koncept. Oczywiście, nie jest to nawet cząstka tego, czego od Zagłębia wymagamy, ale gdyby nie Gliwa (tyle w nim umiejętności bramkarskich, ile mięsa w parówkach), to z Krakowa mogliśmy wracać z punktem, a gdyby Błąd miał przed sobą słabszego bramkarza, to mogliśmy nawet wygrać.
Jednak to tylko „gdybologia”. Z Krakowa wróciliśmy z niczym. Obecnie nijako grająca Lechia, wydaje się idealnym rywalem na to, żeby zagrać dobrze i wygrać pewnie.
W naszej ekipie do gry są gotowi wszyscy oprócz Borisa Godala.
Historia spotkań
Do tej pory graliśmy z Lechią 20 razy. Dziewięć razy wygrywali gdańszczanie, sześć razy był remis, pięć razy lepsze było Zagłębie Lubin.