Aleks Ławniczak to od dłuższego czasu jeden z najrówniej grających piłkarzy Zagłębia Lubin. Z 24-letnim stoperem porozmawialiśmy o wielu sprawach. Jak pozycjonuje siebie pośród stoperów, występujących na ekstraklasowych boiskach? Czy czuje się gotowy, aby spróbować swoich sił poza Polską? Co dały mu przenosiny z Warty do Zagłębia? Skąd bierze się opinia, że w Lubinie jest za wygodnie? Dlaczego obecny sezon będzie dla Zagłębia lepszy od kilku ostatnich? Zapraszamy.

Śledzisz ligę?

 - Trochę, ale nie jestem żadnym freakiem.

Jak oceniłbyś w takim razie siebie pośród stoperów, występujących na ekstraklasowych murawach?

 - Mogę powiedzieć, jak chciałbym być odbierany. Uważam, że dobrze wyglądam, jeżeli chodzi o destrukcję, stricte obronę, a chciałbym być taką idealną hybrydą zarówno pod kątem gry defensywnej, jak i pod kątem budowania ataków. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie w ostatnim meczu Adrian Dieguez z Jagiellonii. Chciałbym zrobić jeszcze krok naprzód właśnie pod kątem kreowania gry.

Czujesz się doceniany? Pytam w kontekście tego, że nie jesteś najbardziej medialnym zawodnikiem, pomimo stabilnej i dobrej formy w zasadzie od samego początku swojego pobytu w Lubinie.

- Wiesz co, nie przykładam do tego zbyt wielkiej wagi. Staram się nie czytać za bardzo na swój temat, ale wiadomo, że różnie to bywa. Zdarza się, że ludzie w klubie szepną mi coś o wzmiankach na mój temat. Jak ktoś czasem zagada na ulicy, to zawsze uderza w dobre tony, nie spotkałem się ze złym odbiorem w prawdziwym świecie. To jest dla mnie ważne.

W mediach za bardzo cię nie ma. Zresztą Zagłębie najbardziej medialnym klubem też nie jest.

- To nie jest tak, że stronię od takich aktywności. Raz zdarzyło mi się odmówić, ale grałem wtedy dosyć mocno chory i zwyczajnie nie czułem się na siłach. Jeśli chodzi o wywiady, to zainteresowanie jest po prostu małe, a ja się też do tego nie rwę.

 Masz jakieś piłkarskie marzenie?

 - Na pewno sprawdzić się w mocniejszej lidze. Raczej staram się nie stawiać przed sobą jakichś bardzo daleko idących planów. Jeśli teraz mamy przed sobą mecz z Radomiakiem, a ktoś by się mnie zapytał o nastawienie na spotkanie z Rakowem, to kompletnie o nim nie myślę. To tak przykładowo. Skupiam się na tym, co jest tu i teraz i nie wybiegam w przyszłość. Nic pożytecznego by to nie przyniosło.

A to nie jest taki trochę wyświechtany frazes, do którego ucieka się wielu zawodników. Często z ust piłkarzy pada, że skupiacie się wyłącznie na najbliższym meczu. Nie wierzę, że nie myślisz o tym, co będzie za jakiś czas.

 - Wiadomo, że każdy kłamie, jeśli mówi, że nie myśli. W piłce wszystko potrafi się jednak bardzo szybko zmieniać. Możesz z jakiegoś powodu przestać grać, podpaść trenerowi, złapać kontuzję, stracić formę. Na pewno będę chciał udowadniać regularnie swoją wartość, a jak się nadarzy okazja, to spróbować swoich sił za granicą.

Do tej pory twój rozwój przebiegał raczej harmonijnie. Kolejne kroki, takie jak przenosiny z Warty do Zagłębia, były raczej naturalną koleją rzeczy. Nie porywałeś się na bardzo duże wyzwania.

- A co to są te wyzwania?

Wciąż dosyć często zdarza się, że Polacy nie dają sobie rady, kiedy wyjeżdżają.

 - Może tak być. Nie porwałem się na razie z motyką na słońce, ale też nie miałem takich opcji. Rozmawiam z moimi menadżerami i chcemy, żeby wszystko zostało zrobione z głową. Wypchnąć kogoś za granicę nie jest tak trudno, ale tak jak mówisz, potem można się obudzić z ręką w nocniku. Transfery na sztukę nie mają żadnego sensu na dłuższą metę. Powiem ci, że cieszę się z tego, że jako młody zawodnik nie byłem perełką, na którą wszyscy chuchali i dmuchali. Długo nie grałem na poważnym poziomie, w pierwszoligowej Warcie zacząłem grać dopiero w wieku 20 lat, a wcześniej kopałem w rezerwach Miedzi Legnica. Dlatego uważam, że mój rozwój musi postępować krok po kroku. Sądzę, że tak będzie najlepiej.

Powiedziałeś, że kiedyś nie byłeś najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem. Potrzebowałeś więcej czasu od rówieśników, aby dojrzeć?

- Mentalnie na pewno. Uważam, że dużo się u mnie też zmieniło od momentu wyjazdu z Poznania. Jestem kompletnie innym człowiekiem. Potrzebowałem wyjazdu, bo w Warcie byłem całe życie. Z wychowankami w wielu klubach często jest tak, że są trochę inaczej traktowani. Myślę, że niektórzy młodzi piłkarze opuszczają macierzysty klub za późno. Włodarze klubów, a także sami trenerzy, często inaczej spoglądają na wychowanków, aniżeli graczy, za których trzeba było zapłacić. Uważam, że po transferze wyszedłem ze strefy komfortu i bardzo dobrze odnalazłem się w Zagłębiu.

Sęk w tym, że w dwóch ostatnich sezonach musieliście walczyć o utrzymanie.

- To prawda, ale jak porównasz potencjał kadrowy Warty i Zagłębia, to jest on w Lubinie istotnie wyższy. Tutaj grają lepsi piłkarze, a trenując z lepszymi zawodnikami, stajesz się lepszy. Wychodzę z takiego założenia. Uważam, że bardzo się rozwinąłem od momentu tego transferu. W Warcie skupialiśmy się przede wszystkim na grze obronnej, często moja rola w rozegraniu ograniczała się wówczas na podaniu do Łukasza Trałki. Od pierwszych treningów w Zagłębiu odczułem różnicę. Inną kwestią są sprawy infrastrukturalne, bo nie jest tajemnicą, że Warta odstaje nieco od innych. Pod tym względem gdziekolwiek bym nie poszedł, to byłby to awans. Reasumując, moim zdaniem niezbędny był dla mnie nowy bodziec.

Kiedy wzmacniałeś Zagłębie, drużynę prowadził Piotr Stokowiec. Nie da się ukryć, że za kadencji byłego już szkoleniowca, mieliście spore problemy z bronieniem dostępu do własnej bramki. Uległo to pozytywnej zmianie, kiedy objął was Waldemar Fornalik. Jakie różnice zauważasz pod tym względem? 

- Mieliśmy trochę pecha, bo często traciliśmy bramki w końcówkach. Bardzo dużo takich meczów przegrywaliśmy lub remisowaliśmy. Za trenera Stokowca jako stoperzy mieliśmy trochę inne ścieżki poruszania po boisku. Kurczę, trudno mi zero-jedynkowo odpowiedzieć, dlaczego zdarzało nam się popełniać wtedy częściej proste błędy. Wydaje mi się, że dużą rolę odgrywa tu chyba sfera mentalna. Czasami masz bardzo dobrych zawodników, tak jak chociażby w reprezentacji Polski, a tracisz gole w głupi i niewytłumaczalny sposób.

Trochę to niefortunny wątek, bo rozmawiamy po porażce Zagłębia 0:3 z Jagiellonią. Sądzisz, że to wypadek przy pracy?

- Chciałbym, żeby tak było. Jagiellonia moim zdaniem była też najmocniejszym rywalem, z którym mierzyliśmy się w tym sezonie.

 Teraz jest też tak, że to wy często przepychacie mecze kolanem.

- Drużyny, które w przeszłości zdobywały mistrzostwo, często wygrywały jednym golem. Musimy być szczególnie skupieni w ostatnich minutach, bo jak na razie wychodzi nam to na dobre.

W kuluarach latem mówiło się o zapytaniu odnośnie twojej osoby ze strony Legii Warszawa. Było coś na rzeczy?

- To jest bardzo ciekawe, bo nie wiedziałem o tym kompletnie nic. Dowiedziałem się od sąsiada. (śmiech)

Czyli kompletnie nie było takiego tematu?

- Nie wiem, czy nie było. Do mnie nic od menadżerów nie dotarło. 

Skąd się twoim zdaniem bierze teza, z którą swego czasu zgodził się nawet dyrektor Burlikowski, że w Lubinie było za wygodnie? 

- Nie mam pojęcia. Ważniejsze jest chyba pytanie, czy ja się z tym zgadzam. Wydaje mi się, że jesteśmy ambitni. Każdy pracuje też na siebie, bo gra się dla klubu, ale jeżeli ktoś cię zauważy, to ty możesz otrzymać szansę gdzieś indziej. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że zawsze daje z siebie wszystko. Porównując mentalność i zaangażowanie zawodników Warty i Zagłębia, nie zauważam większych różnic. Tu i tu aspekty wolicjonalne są na wysokim poziomie.

Trener Martin Sevela, który prowadził Zagłębia jeszcze zanim wzmocniłeś „Miedziowych”, powiedział kiedyś, że mentalność piłkarzy w Lubinie zatrzymała się na poziomie drużyn środka tabeli.

- Na pewno obecnie bym się z tym nie zgodził. To nie jest tak, że przegramy mecz i mamy na to wywalone. Dużo jest w nas po porażkach złości, irytacji, wściekłości.

Dlaczego w takim razie bieżący sezon będzie inny od dwóch poprzednich?

- Bo dajemy z siebie coraz więcej. Uwierz mi, że naprawdę zapierdzielamy na to, żeby zrobić wynik.

Miałeś okazję oglądać powtórki waszych meczów? 

- Oczywiście. 

Nie usypiasz w trakcie?

- Ostatnie mecze nie były najbardziej porywające, ale nie licząc wpadki w Białymstoku, są korzystne, patrząc na liczbę punktów, które do tej pory zgromadziliśmy. Ważne, żebyśmy regularnie wygrywali. Uważam, że nasza lokata nie jest świetna, ale jest dobrym punktem wyjściowym, aby namieszać w ścisłym czubie tabeli. 

źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)