Do meczu z Wisłą Płock Zagłębie Lubin przystąpiło osłabione. Z powodu kontuzji nie zagrali Lorenco Simić, Adam Ratajczyk, Jakub Sypek i Sasa Zivec, a za żółte kartki zawieszony był Jakub Żubrowski. Mimo to, nie odnotowaliśmy radykalnych zmian w zespole Zagłębia, w porównaniu do ostatniego meczu ligowego w 2020 roku, gdy mierzyliśmy się z Pogonią Szczecin. Lubomira Guldana zmienił Dorde Crnomarković, a Sasę Zivca Filip Starzyński.
W pierwszych minutach to Zagłębie Lubin sprawniej i szybciej od rywali operowało piłką. Lubinianie starali się szybko wyprowadzać akcje i w ten sposób zaskoczyć zespół z Płocka. W 5. minucie meczu futbolówka znalazła się pod nogami Dejana Drazicia, ale strzał Serba został zablokowany. Chwilę później ponownie próbował „Deki”, ale znów dobrą interwencją popisał się golkiper gości.
W 11. minucie Samuel Mraz przebiegł kilkadziesiąt metrów z piłką, uderzył lewą nogą na bramkę Wisły, ale ponownie skuteczny podczas interwencji był Krzysztof Kamiński.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o Zagłębie Lubin w tym spotkaniu. W 18. minucie Dejan Drazić podał w kierunku bramki do Dominika Hładuna. Podał na tyle fatalnie, że piłkę przejął 18-letni Dawid Kocyła, który w polu karnym był faulowany przez Dominika Jończego. Sędzia Daniel Stefański analizował sytuację za pomocą VAR-u, ale zamiast odwołać karne, to dodatkowo zdecydował o ukaraniu czerwoną kartką „Domina”. Rzut karny na gola w 23. minucie zamienił Mateusz Szwoch. Od tego momentu wyglądaliśmy fatalnie i w zasadzie istniała tylko Wisła.
Kolejny gol padł już w 30. minucie spotkania. Przesunięty na lewą obronę Patyk Szysz zgubił piłkę, po chwili pod nogami miał ją Dawid Kocyła, w bezczelny sposób ograł w polu karnym Jewgienija Baszkirowa, zakładając mu siatkę, po czym z olbrzymią siłą uderzył pod poprzeczkę bramki strzeżonej przez Dominika Hładuna. Po golu na 2:0 dla rywali i bieganiu po boisku 10 na 11 emocje dla nas w zasadzie się skończyły. Do końca pierwszej połowy oglądaliśmy jedynie festiwal głupich fauli, czego efektem były żółte kartki. Wynik jednak się nie zmienił.
W drugiej połowie może nieco częściej zaczęliśmy posiadać piłkę, ale nie wynikało to z tego, że nagle coś się odmieniło, tylko pozwoliła nam na to Wisła, która chciała trzeciego gola strzelić po kontrataku. Akcji pod bramką rywali nie było nadal i to zespół z Płocka był bliższy strzelenia trzeciego gola (dwukrotnie za sprawą Patryka Tuszyńskiego), niż my strzelenia pierwszego.
W ostatnim kwadransie meczu swoje groźne sytuacje mieli jeszcze Merebaszwili i Rasak, ale obie na nasze szczęście nie zakończyły się golami. My jedynie zdołaliśmy odpowiedzieć niegroźnym strzałem głową debiutującego dziś w Zagłębiu Łukasza Łakomego.
Zagłębie Lubin przegrało ostatecznie z Wisłą Płock 0:2. Jest to rezultat w pełni odzwierciedlający to, co działo się na murawie. Nas, kibiców martwić mogą dwie rzeczy. Pierwsza, to kartki – z powodu zawieszenia z Lechem Poznań nie zagrają Dominik Jończy, Sasa Balić i Dorde Crnomarković, co oznacza, że nasza obrona na mecz z zespołem – mimo wszystko z wyższym potencjałem od Zagłębia – będzie wyglądała następująco: Wójcicki, Kruk, Oko, Bartolewski. Jej jakość oceńcie sami.
A druga sprawa? Wychowankowie, akademia, a w zasadzie tylko mówienie o niej. Jak widać, wystarczy być zawodnikiem Zagłębia cztery dni, by po transferze z rezerw Legii Warszawa (5 meczów Łukasza Łakomego w tym sezonie w III lidze) zadebiutować w meczu PKO BP Ekstraklasy. No nic, to, że na szansę pracowało się w CLJ i rezerwach, nic nie znaczy. Nikt nie powinien się w klubie zdziwić, jeśli kolejnym piłkarzem, który będzie chciał odejść z Zagłębia, będzie Daniel Dudziński.
