- Pół roku temu nikomu nie przyszłoby do głowy, że Johna van den Broma może zastąpić Mariusz Rumak. Nie chcę powiedzieć, że jest to ruch „po bandzie”, ale na pewno ma prawo spotkać się on z negatywnym odbiorem – mówi Dawid Dobrasz. Z dziennikarzem „Meczyków” porozmawialiśmy o nieoczywistym postawieniu na trenera Rumaka, biernym okienku transferowym w wykonaniu „Kolejorza”, a także potencjalnych wyborach personalnych, jakie może podjąć sztab Lecha, na najbliższy mecz z Zagłębiem.

Lech Poznań wydaje się być jedną z największych niewiadomych przed inauguracją ligowych zmagań w nowym roku. Samo zatrudnienie Mariusza Rumaka na stanowisko trenera jest dość osobliwym, żeby nie powiedzieć dziwnym wyborem. Traktujesz ten ruch jako pójście po linii najmniejszego oporu?
 
- Na pewno jest to ogromne ryzyko, które podjęły władze Lecha Poznań. To miał być sezon, w którym „Kolejorz” po bardzo udanej przygodzie w europejskich pucharach, powróci na zwycięską ścieżkę w lidze lub w Pucharze Polski. W sierpniu Lech zakończył granie w międzynarodowych rozgrywkach, dalsza część rundy jesiennej też była rozczarowująca. Pół roku temu nikomu nie przyszłoby do głowy, że Johna van den Broma może zastąpić Mariusz Rumak. Nie chcę powiedzieć, że jest to ruch „po bandzie”, ale na pewno ma prawo spotkać się on z negatywnym odbiorem.
 
Do sztabu dołączył też Rafał Janas, czyli były asystent Macieja Skorży w Lechu. Na ile twoim zdaniem to może być faktyczny sygnał, że włodarze „Kolejorza” latem mogą spróbować dojść do porozumienia z trenerem Skorżą? 

- Można powiedzieć, że zatrudnienie trenera Rumaka zostało, kolokwialnie mówiąc, rozmasowane przez powrót Rafała Janasa. Lech rozczarował rundą jesienną, emocje były bardzo negatywne, ale później tematem numer jeden stały się właśnie zmiany w sztabie szkoleniowym. Kibice między innymi ze względu na ten ruch zaczęli wierzyć, że to się może udać. Sądzę, że obecny sztab jest lepiej sprofilowany pod zasoby ludzkie, jakimi dysponuje „Kolejorz”. Włodarze Lecha Poznań kierowali się też tym, żeby dać impuls, bo jakość niewątpliwie drzemie w tym zespole. Podczas obozu przygotowawczego w Turcji duży nacisk kładziono na taktykę oraz organizację gry. Nie dziwi mnie gęsta atmosfera wokół Lecha, ponieważ jeżeli po kadencjach Macieja Skorży i Johna van den Broma, w Poznaniu wyszli z założenia, żeby postawić na Mariusza Rumaka, to można ten projekt traktować z lekkim dystansem.
 
Czyli uważasz, że najwięcej wiosną będzie zależało nie od trenera, tylko przede wszystkim od indywidualnej jakości co poszczególnych zawodników?
 
- Właśnie odnoszę wrażenie, że będzie odwrotnie. Lech musi umieć wykorzystywać swoją jakość, ale też umieć wygrywać założeniami taktycznymi, bo tego brakowało. Myślę, że dużo będzie zależało od wytrenowanych schematów, takich jak na przykład stałe fragmenty gry. Sztab zimą miał czas na to, aby dopasować to, co nie działało do realiów, w jakich operuje. Teraz przyjdzie ligowa weryfikacja.
 
„Kolejorz” zalicza się do wąskiego grona zespołów, które w żaden sposób nie odświeżyły swojej kadry podczas zimowego okienka transferowego. Biorąc pod uwagę stosunkowo szeroką kadrę, uważasz to za zaskoczenie? Spekulowało się o potencjalnym sprowadzeniu napastnika po tym, jak Artur Sobiech doznał kontuzji. Elias Andersson na lewej stronie defensywy aspiruje do bycia jednym z największych flopów transferowych Lecha w ostatnich latach.
 
 - Spekulacje transferowe były nieuzasadnione, bowiem przy Bułgarskiej zimą nie działo się kompletnie nic. Działacze jeszcze w grudniu rozważali ewentualne wzmocnienie lewej obrony, ale wydaje mi się, że przekonanie Mariusza Rumaka do Douglasa i to, że Gurgul wysyła pozytywne sygnały, sprawiło, że w Poznaniu wyszli z założenia, że kadra jest wystarczająca. Ja uważam, że Lech popełnił błąd, ponieważ trzeba było dokonać jednego transferu. Mianowicie, na pozycję „osiem” lub „dziesięć”, bowiem Mariusz Rumak chce zmienić ustawienie Kolejorza i grać systemem 1-4-3-3. Sousa będzie grał zapewne na „ósemce”, Murawski i Karlstrom niżej. Moim zdaniem brakuje tu jednego dodatkowego ogniwa. Przy braku Sobiecha i Ishaka Marchwiński będzie zapewne brany pod uwagę jako napastnik, więc tym bardziej wachlarz możliwości kurczy się. Brakuje trochę alternatyw na pozycji ofensywnego pomocnika, choć być może tę lukę załata Gholizadeh. Ja w to głęboko wierzę, gdyż czekam aż udowodni on swoją wartość.
 
Artur Sobiech z powodu urazu kolana nie zagra do końca sezonu, natomiast Ishaka zabraknie niemal na pewno w spotkaniu z Zagłębiem. Przeciwko „Miedziowym” nie wystąpi także Velde, który pauzuje za czwartą żółtą kartkę, którą obejrzał w meczu z Radomiakiem. Spory ból głowy będzie miał przed sobotnią potyczką trener Rumak.
 
- Myślę, że z Zagłebiem zagrają Szymczak i Marchwiński. Jeżeli chodzi o skrzydła, to moim zdaniem Lech ma tam największe bogactwo. Nawet w obliczu tego, że Gholizadeh jest na Pucharze Azji i Velde pauzuje za kartki, są Hotić i Ba Loua, który jest gotowy na około sześćdziesiąt minut gry. Jedyna zagwozdka jest taka, że obaj ci zawodnicy są lewonożni. Spodziewam się, że w ofensywie przeciwko „Miedziowym” zagra właśnie tercet Hotić, Szymczak i Ba Loua.

Przed „Kolejorzem” runda, po której nie do końca wiadomo, czego oczekiwać. Kiedy twoim zdaniem będzie można powiedzieć, że ten sezon nie będzie dla Lecha stracony?
 
- Sądzę, że wszystko będziemy wiedzieli 3 marca po spotkaniu z Rakowem Częstochowa. Po tej dacie będziemy mogli już powiedzieć, o co gra Lech w sezonie 2023/24, ponieważ będzie po meczach z Zagłębiem Lubin, Jagiellonią Białystok, Śląskiem Wrocław i po pucharowej rywalizacji z Pogonią Szczecin.

Lech Poznań - Zagłębie Lubin

Stadion Poznań 10-02-2024, 20:00
PKO Ekstraklasa, Kolejka - 20. kolejka

2:0
(1:0)
źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)