Jesień była wykonaniu lubinian nieco rozczarowująca. "Miedziowi" po dziewiętnastu kolejkach plasują się w środku stawki, choć przed sezonem Zagłębie zdaniem wielu stawiane było w roli potencjalnego czarnego konia bieżącej edycji rozgrywek. - Na pewno jest spory niedosyt, biorąc pod uwagę końcówkę rundy, gdzie mecze uciekały nam w różnych dziwnych okolicznościach. Było kilka spotkań, które albo zaczynaliśmy źle i musieliśmy gonić wynik, albo takie, w których wydawało się, że wszystko jest rozstrzygnięte, a jednak traciliśmy punkty. Uważam, że powinniśmy mieć kilka punktów więcej i wyższą lokatę - mówił 27-letni skrzydłowy.
Jednym z zarzutów do podopiecznych Waldemara Fornalika jest trzymanie się jednego pomysłu na grę, który nie przynosił wymiernych korzyści. - Było kilka meczów, w których rywal bronił się nisko. Choćby w ostatnim spotkaniu ze Śląskiem utrzymywaliśmy się przy piłce, mieliśmy optyczną przewagę. Można odnieść wrażenie, że bije się głową w mur. Nie jest to łatwe przeforsować taką obronę. Myślę, że naszą bolączką jest skuteczność.
W rozmowie nie zabrakło także wątku niespełnionych wobec Zagłębia Lubin oczekiwań. - Myślę, że mamy świadomość, że stać nas na dużo więcej. Widzę po chłopakach, że ambicje są duże. Chcemy być w walce wyższe lokaty niż środek tabeli. Druga kwestia, jak to zrobić i co poprawić, ale to odrębny temat. Uważam, że chęci są. Trzeba coś zrobić, żeby przenieść to na nasze występy - wypowiadał się Mateusz Wdowiak.
