Pierwsza część sezonu w PGNiG Superlidze kobiet za nami. Ten sezon póki co wygląda wyjątkowo, chociaż miał kilka mankamentów. A jak wyglądała ta runda w pełni w wykonaniu podopiecznych Bożeny Karkut? Zapraszam do podsumowania.

Zacząć należy od tego, co działo się przed sezonem. Gdy przed nim mówiłem, że w Lublinie zmiana trenera i jakieś wyszukane gwiazdy sprawią, że Montex może w tym roku nie liczyć się w walce o złoto, to wszyscy pukali mnie w głowę. Teraz życie pokazało, że przynajmniej na ten moment, to ja miałem dobre przeczucie. Zacznijmy zatem od spotkań z Montexem Lublin. 3 stycznia doszło do pierwszej Świętej Wojny w tym sezonie, która odbyła się w Lubinie, gdzie Zagłębie z hukiem weszło w nowy rok, wygrywając bardzo pewnie 29:17. Jak się okazało to nie był jednorazowy wybryk, bo już drugiego lutego Zagłębie zniszczyło dosłownie mistrzynie Polski, wygrywając 28:16, a do przerwy aż 14:3!

Ale zacznijmy od początku teraz. Pierwsze spotkanie odbyło się w Piotrkowie Trybunalskim, w którym Zagłębie niespodziewanie przegrało po serii rzutów karnych z wyraźnie wzmocnioną Piotrcovią, remisując w regulaminowym czasie gry 25:25. Na pierwsze trzy punkty musieliśmy czekać do meczu drugiej serii gier, gdy Miedziowe podejmowały KPR Kobierzyce we własnej hali, wygrywając ostatecznie 24:19. Trzecia seria gier to niespodziewane problemy w Elblągu, które kosztowały Zagłębie jeden punkt w tabeli, ponieważ podopieczne trener Karkut wygrały konkurs rzutów karnych, remisując spotkanie po 25, tak jak w Piotrkowie. W kolejnej serii gier do Lubina przybyła drużyna Młynów Stoisław Koszalin, z którą Zagłębie wygrało ostatecznie 22:10, mimo że większość meczu to goście prowadziły. Po tym Zagłębie się zaczęło powoli rozpędzać, wygrywając bardzo pewnie dwa wyjazdowe spotkania, pierwsze w Chorzowie, a drugie w Jarosławiu, odpowiednio 26:36 i 22:30. Koronawirus sprawił, że trzeba było przełożyć dwukrotnie mecze z Montexem. Pierw przez wirusa w Lublinie, a później u nas.

Druga część tej rundy to rewanż za porażkę z Piotrcovią, która uległa w Lubinie po ciekawym meczu 35:32. Po tym doszło do przerwy reprezentacyjnej, po której spotkaliśmy się w zaległym spotkaniu przed świętami z KPR-em Kobierzyce, przegrywając w serii karnych bardzo pechowo, tracąc bramkę na wagę wygranej na 6 sekund przed końcową syreną. Po nowym roku nastała pierwsza wygrana nad Montexem, która rozpoczęła cudowną serię Miedziowych. Idąc za ciosem, Zagłębie pewnie sześć dni później pokonało Start Elbląg 29:23. Wyjazd do Koszalina miał pokazać, w jakim miejscu jest teraz Zagłębie, które udowodniło swoją wartość gromiąc gospodynie aż 32:20. Dwa kolejne spotkania to starcia z Ruchem Chorzów i JKS-em Jarosław, które po raz drugi w tym sezonie zostały pewnie ograne przez Miedziowe, choć trzeba przyznać, że Ruch mimo ostatniego miejsca w tabeli, potrafił się pokazać w Lubinie, doprowadzając nawet do remisu po 18 w 35 minucie spotkania. Ostatnie spotkanie tej rundy przypadło na rewanż w Świętej Wojnie, która jak na wstępie pisałem, zakończyła się znów wielkim pogromem ze strony podopiecznych Bożeny Karkut.

Zagłębie jest niekwestionowanym liderem po czternastu kolejkach rozgrywek, mając na swoim koncie 37 punktów. Jednak należy pamiętać o tym, że za nami jest KPR Kobierzyce, który ma tych punktów tylko trzy mniej i jeśli chcemy realnie odjechać rywalkom, to musimy obowiązkowo ograć KPR zarówno w 16 kolejce w Lubinie, jak i w hali w Kobierzycach. Nie zapominajmy mimo wszystko o Lublinie, ponieważ wygrana w tych meczach będzie ważna i dla medalu, jak i dla pryzmatu w Polsce. Na razie idziemy pewnym krokiem po złoto w hali Globus w Lublinie już w maju tego roku. Oby!

Autor: Patryk Olszak

 

źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)