Do meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała przystępowaliśmy po trzech porażkach z rzędu, w dodatku z fatalną serią jednego zwycięstwa, dwóch remisów i siedmiu porażek w dziesięciu ostatnich meczach. W lubińskich kuluarach przewijała się przed meczem z "Góralami" informacja, że w przypadku porażki i słabej gry, trener Martin Sevela może pożegnać się z posadą. Trener chyba faktycznie wziął sobie do serca płynące zewsząd uwagi dotyczące składu, bo na mecz z Podbeskidziem nie wystawił przefatalnych Dorde Crnomarkovicia, Lorenco Simicia i Miroslava Stocha, a zastąpił ich wychowankami naszej akademii w osobach Kamila Kruka, Damiana Oko i Łukasza Poręby.
Spotkanie jednak nie zaczęło się dla nas najlepiej i już w pierwszych minutach było widać, że goście są nieźle dysponowani. Już w 8. minucie straciliśmy gola. Modelski dograł na prawą stronę do Hory, ten pobiegł w kierunku linii końcowej, podał w pole karne do Bilińskiego, który się nie pomylił i dał swojej drużynie prowadzenie. W tej sytuacji Sasa Balić i Damian Oko mogli zachować się zdecydowanie lepiej.
W kolejnych minutach Podbeskidzie oddało nam inicjatywę i próbowało grać z kontry. Zagłębie Lubin miało swoje sytuacje, ale było nieskuteczne. Pierwszą groźną sytuację mieliśmy w 15. minucie, jednak Dejan Drazić, uderzył zbyt lekko, by pokonać bramkarza gości.
W 27. minucie powinno być 1:1. Dejan Drazić na małej przestrzeni podał do Kacpra Chodyny, który znalazł się sam na sam z Peskoviciem. Niestety nasz prawy obrońca uderzył wprost w interweniującego bramkarza i nadal przegrywaliśmy 0:1.
Pod koniec pierwszej połowy z rzutu wolnego próbował szczęścia Filip Starzyński, ale kąśliwy strzał przy słupku obronił Pesković. Na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 0:1.
Na początku drugiej połowy Podbeskidzie próbowało stwarzać sytuacje, ale brakowało im konkretów, przez co nie potrafili poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Hładuna. My zaczęliśmy dochodzić do głosu dziesięć minut po wznowieniu gry.
W 57. najpierw w poprzeczkę po rykoszecie uderzył Kacper Chodyna, a następnie zawodnicy Zagłębia minęli się z piłką po dograniu Balicia przed pole bramkowe – ta akcja powinna zostać zakończona golem. To nie był koniec emocji, bo minutę później z dystansu uderzył Patryk Szysz, ale ładnie jego strzał obronił bramkarz gości. Po rzucie rożnym nogę do piłki dostawił Kruk, ale jego strzał sprzed bramki niestety niecelny...
W kolejnych minutach chciało odpowiedzieć Podbeskidzie, ale dwie próby Sitka okazały się być niecelne.
Gola wyrównującego zdobyliśmy w 73. minucie spotkania. Filip Starzyński dośrodkował w pole karne z rzutu rożnego, o piłkę zawalczył Sasa Balić, trafiła ona na około piąty metr przed bramką gości, a tam znalazł się Patryk Szysz, który zdobył wyrównującą bramkę. To szóste trafienie Szysza w sezonie. Jest to obecnie najskuteczniejszy strzelec Zagłębia.
W 80. minucie Podbeskidzie zachowało się dość niefrasobliwie przed swoim polem karnym, ładne podanie Starzyńskiego do Drazicia, który wpadł w pole karne i przedryblował kilku rywali, ale w jego podaniu zabrakło dokładności, przez co nic z tej akcji nie wyniknęło…
W 90. minucie piłkę meczową miał zawodnik gości Wilson, ale jego intuicyjny strzał przy słupku ładnie wybronił Hładun.
To nie był jednak koniec emocji w tym spotkaniu. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Filip Starzyński znów dośrodkował z rzutu rożnego, Sasa Balić dograł przed bramkę, był jeszcze rykoszet, a gola głową na 2:1 zdobył Damian Oko, który zagwarantował nam tym samym trzy punkty, gdyż chwilę później sędzia zakończył spotkanie.
Zagłębie w przeciągu całego spotkania spisało się dość przeciętnie, dlatego mimo sporej radości z trzech punktów, nie można zapominać o tym, że pewne problemy w naszym zespole występują. Trener Martin Sevela przekonał się też, że nie ma sensu uporczywie stawiać na bałkańsko-słowacki zaciąg, bo robotę mogą robić wychowankowie z akademii. Przed drużyną tydzień na dobre przygotowanie się na mecz ze Stalą Mielec.
