Górnik nie pozostawił złudzeń
Górnik przyjechał w piątek do Lubina po swoje i ani przez moment nie pozostawił Zagłębiu złudzeń. Podopieczni Jana Urbana byli co najmniej o klasę lepsi piłkarsko. Po jedenastu minutach było już 0:2 i chyba wszystkim przypomniało się starcie z Wartą Poznań. Deja vu. Nie będziemy znęcać się nad obrońcami „Miedziowych”, którzy maczali palce przy wszystkich straconych z Górnikiem bramkach. Powiemy tylko, że w zasadzie każdy z nich miał swój udział przy którejś ze straconych bramek. Bartosz Kopacz i Jhon Chancellor niczym nie różnią się od Iana Solera i Aleksandara Panticia. Sasa Balić od dłuższego czasu nie daje rady na ekstraklasowym poziomie. A Kacper Chodyna powinien się nad sobą zastanowić. W najbliższej perspektywie lubinian czekają starcia z Lechią Gdańsk, Radomiakiem Radom, Rakowem Częstochowa i Lechem Poznań. Czarno to widzimy…
Praca Piotra Stokowca się nie broni
Kiedy Piotr Stokowiec obejmował Zagłębie Lubin, wydawało się, że może być już tylko lepiej. Zresztą przeprowadzono transfery, jakich sobie zażyczył. Dostał nowych stoperów, defensywnego pomocnika, skrzydłowego, napastnika. I co? I nic. Śmiemy, zaryzykować stwierdzenie, że prezentujemy się gorzej niż za Dariusza Żurawia. W przestrzeni medialnej po meczu z zabrzanami pojawiła się informacja, że Stokowiec dostał ultimatum - musi zdobyć minimum cztery punkty w dwóch najbliższych meczach. Sęk w tym, że te cztery oczka mogą nie wystarczyć do utrzymania. Obyśmy się mylili…
Walka o spadek trwa w najlepsze
O ironio, „Miedziowi” wciąż nie znajduje się w strefie spadkowej. Wpływ na to ma beznadziejna dyspozycja zespołów, które znajdują się ze plecami „Miedziowych”. Mimo że walka o utrzymanie przypomina wyścig żółwi, Górnik Łęczna, Bruk-Bet Termalica czy Wisła Kraków, jeszcze zapunktują. „Miedziowi” wyglądają obecnie jak spadkowicz i jeżeli nie otrząsną się na czas, za chwilę obudzimy się na drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce. A to może być gwoździem do trumny Zagłębia Lubin.
