Jeśli mamy szukać plusów, to nie można przejść obok gry w obronie i drugiego czystego konta z rzędu. Choć oczywiście przydarzyły się naszym obrońcom błędy, to tak naprawdę nie były to wielbłądy, do jakich przyzwyczaili nas sympatyczni ICIE w rundzie jesiennej. Wyróżnić należy Jhona Chancellora, który może nie miał jakichś spektakularnych sytuacji do wyjaśnienia, ale to co miał wyczyścić, to wyczyścił, w dodatku widać, że potrafi z pomysłem rozegrać piłkę i potrzebuje dużo mniej czasu na podjęcie decyzji niż inni zawodnicy z tej formacji, którzy raczyli nas swoimi umiejętnościami w nieodległej przeszłości. Bartosz Kopacz przy doświadczonym drugim stoperze też wyglądał lepiej. Być może po słabszym początku wróci do dyspozycji, którą prezentował za swojej pierwszej kadencji w Zagłębiu. Grać potrafi na pewno, czekamy aż będzie to demonstrował w kolejnych meczach.
Było o obrońcach, to teraz czas wyróżnić bramkarza. Zaplusowal nasz Kacperek kilkoma interwencjami, w tym jedną naprawdę wysokiej klasy. Na razie nie będzie o Bieszczadzie więcej, żeby nasz młodzian nie obrósł w piórka, tylko nadal ciężko pracował. A to na pewno przynosi efekty, bo bez powodu nie wybraliście Kacpra najlepszym zawodnikiem meczu z Piastem.
A co z minusami? Konstruowanie akcji to coś, z czym mamy kłopot. Taki, z którym powoli, zrywami udaje nam się radzić. Na razie kreowanie akcji w naszym wykonaniu jest dosyć chaotyczne, ale skoro Piotr Stokowiec i spółka zapanowali nad wesołą zgrają w obronie, to dlaczego nie mieliby zrobić tego samego z atakiem? Wierzymy, że i to uda się wypracować, wszak - powiedzmy sobie szczerze - na tle innych klubów nie mamy w formacji pomocy i ataku największych ogórków. Jedynie co martwi, to brak czasu. Zatrybienie filozofii sztabu nie może trwać w nieskończoność, a samymi remisami się nie utrzymamy.
Zimnej krwi też brakuje. Choć Łukasza Łakomego będziemy chwalić za postęp, jaki zrobił i stara się urzeczywistniać swój potencjał, to takie sytuacje, jak ta z drugiej połowy meczu z Piastem, gdy piłka przelała mu się po nodze zdarzać się nie mogą. Szczególnie, gdy z przodu na razie nie idzie i takich sytuacji w meczu może być jedną lub dwie. A gdybyśmy to wykorzystali, to można by było zamurować, zagrać Stokonaccio i jakoś to będzie. Do końca sezonu taki scenariusz nie powinien nikogo dziwić, tym bardziej, jeśli będzie przynosił punkty. Więcej będziemy wymagać od nowego sezonu.
