mkszaglebie.pl

- Lech dotknął dna i teraz pytanie, czy się od niego odbije, czy je przebije. Bo mistrzowi Polski, niezależnie jaka drużyna by nim nie była, nie przystoi przegrywać z mistrzem Islandii – mówi nam Dawid Dobrasz, dziennikarz meczyki.pl. Czy w Poznaniu może być dobrze dłużej niż przez kilka miesięcy? Jak „Kolejorz” podejdzie do meczu z Zagłębiem? Co musi się zmienić w grze podopiecznych Johna van der Broma? Jaki wynik będzie minimum przyzwoitości Lecha Poznań w bieżącym sezonie? Zapraszamy do lektury!

W ostatnim meczu „Kolejorz” na tle mistrza Islandii był zespołem słabszym, nie stwarzał sobie za wielu szans do zdobycia bramki, wyglądał dokładnie jak zespół pogrążony w kryzysie. Widzisz w ogóle w grze poznaniaków jakiekolwiek powody do optymizmu po meczu z Islandczykach? Co musi się zmienić w grze Lecha, aby móc myśleć o awansie?

- Kluczem do poprawy nastrojów w Poznaniu będzie zwycięstwo z Zagłębiem. Nie będzie to łatwe, bo zespół Piotra Stokowca zdecydowanie poprawił grę defensywną. Nawet w przegranym meczu z Legią Warszawa obrona lubinian nie wyglądała źle. Lech dotknął dna i teraz pytanie, czy się od niego odbije, czy je przebije. Bo mistrzowi Polski, niezależnie jaka drużyna by nim nie była, nie przystoi przegrywać z mistrzem Islandii. Pytałeś, co musi się stać, żeby gra uległa poprawie. Uważam, że piłkarze „Kolejorza” muszą wznieść się na wyższy poziom, bo indywidualności też nie dają tyle, ile ludzie związani z Lechem Poznań by od nich oczekiwali.

Jak na dłoni widać, że „Kolejorzowi” brakuje liderów. Nie ma jak na razie kogoś pokroju Jakuba Kamińskiego, którego ciężko będzie Lechowi zastąpić. Ponadto zawodzą Joao Amaral, Mikael Ishak, Jesper Karlstrom, czyli ci, od których wymagać trzeba najwiecej. Z czego Twoim zdaniem wynika taki stan rzeczy?

- Przespany został okres, w którym należało odpowiednio wzmocnić zespół. Dokonano złych wyborów, jeśli chodzi o priorytety transferowe. Lech wiedział, że będzie grał co trzy dni. Naprawdę się do tego przygotowywano, choćby patrząc na dział naukowy. A jak przyszło co do czego, to okazało się, że kadra jest niewystarczająca. Pozbyto się piłkarzy, jak Pedro Tiba czy Dani Ramirez, którzy może nie byli pierwszoplanowymi postaciami „Kolejorza”, lecz gwarantowali jakość, nawet wchodząc z ławki. Z Vikingurem nie za bardzo kogo wprowadzać spośród rezerwowych. Zważając na formę Citaiszwiliego, John van der Brom nie ma dziś zbytnio pola manewru do zmian, kiedy nie idzie. To jest największy problem. Zespół można powiedzieć, że jest już zajechany i musi złapać trochę luzu i wierzę, że to w końcu nastąpi. Lech jest w kryzysie i pytanie, czy będzie on postępował. Przykre jest to, że znowu nie wyciągnięto wniosków, bo gdy odszedł trener Maciej Skorża trzeba było reagować jak najszybciej…

Pamiętam, że gdy rozmawialiśmy przed ostatnią kolejką poprzedniego sezonu, wydawało się, że wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. A w przeciągu dwóch miesięcy wszystko odwróciło się o 180 stopni. Czy w Lechu Poznań może być dobrze dłużej niż przez kilka miesięcy?

- Tu masz rację. Kiedy rozmawialiśmy przed ostatnim meczem Lecha z Zagłębiem, który miał miejsce w maju, mówiłem, że Lech ma wszystko, żeby w kolejnym sezonie wskoczyć na jeszcze wyższy poziom, dalej czynić progres. Okazało się, że wszystko zostało rozwalone koncertowo. Najwięcej zmieniło oczywiście odejście Macieja Skorży, które było podyktowane czynnikiem niezależnym. Niemniej jednak zupełnie inną bajką jest rozprężenie działaczy po mistrzostwie Polski, podjęcie złych decyzji, określenie złych priorytetów transferowych. Należało skupić się na pozyskaniu Dawida Kownackiego, na co w czerwcu była możliwość. Lech jest dzisiaj dużo słabszy niż był jeszcze dwa miesiące temu. Kwintesencją jest to, że dziś nie wiadomo, kto jest faworytem niedzielnego spotkania, bo Zagłębie jest podbudowane po zwycięstwie z Piastem, a poznaniacy doświadczyli jednego z największych blamaży w europejskich pucharach w ostatnich latach.

Jak Twoim zdaniem Lech Poznań podejdzie do meczu z Zagłębiem Lubin. Priorytetem „Kolejorza” jest oczywiście awans do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy, ale bacząc na Ekstraklasę zaraz może okazać się, że czołówka odjedzie podopiecznym Johna van der Broma. A w zasadzie to już odjeżdża…

- No właśnie… Muszę przyznać, że będąc na Islandii rozmawiałem z Piotrem Rutkowskim, który także mocno się tego obawia. O tyle dobrze, że w czwartek rewanż z Vikingurem Lech rozegra przy Bułgarskiej, gdyż jestem przekonany, że podopieczni Johna van der Broma zrobią wszystko, aby odwrócić losy tego dwumeczu. Ale bez dobrego meczu w Lubinie nie będzie przesłanek ku temu, że tak się zdarzy. Dalej będziemy bazować na tym, że „Kolejorz” ma lepszych zawodników, a jak widać takie myślenie zawiodło już na Islandii. Jeżeli Lech odpadnie, to będzie to absolutna katastrofa. Na razie wszystkie siły trzeba skupić na Zagłębiu Lubin, tak ażeby nie zawalić Ekstraklasy i europejskich pucharów już w sierpniu…

Byłeś wraz z Lechem Poznań na Islandii przy okazji starcia z Vikingurem. Jakie nastroje panowały w szeregach „Kolejorza” przed i po spotkaniu?

- Przed meczem wydawało się, że atmosfera została oczyszczona. Po to poznaniacy polecieli wcześniej na Islandię, aby spędzić ze sobą czas, odetchnąć przed spotkaniem i odciąć się od tego, co się dzieje w Polsce. A skończyło się tak, że wrócił zespół jeszcze bardziej pogrążony w kryzysie. Powrotowi towarzyszyła straszna cisza taka, że naprawdę nie życzę nikomu wracać z europejskich wojaży w takich humorach.

Bierzesz w ogóle pod uwagę możliwość, że Lech Poznań powtórzy casus Legii Warszawa z poprzedniej kampanii?

- Aż tak to nie. Aczkolwiek Lech może powtórzyć swoje sezony po mistrzostwie. Legia nie była przygotowana na fazę grupową, wobec czego rozkład tamtej zespołu się ciągnął. Gdyby Lech teraz wyłożył się w Lidze Konferencji i dalej notował słabe wyniki w lidze, to uważam, że wciąż nie ma szans na to, żeby pójść drogą warszawskiego klubu. Nie będzie tych dodatkowych meczów, będzie czas na to, aby się zregenerować. Dzisiaj Lech, patrząc na kadrę, ma potencjał, aby zająć miejsce na podium. Ale nie wykluczam, że o ile nie nadejdzie szybka poprawa, to Lech zajmie na przykład szóste czy siódme miejsce i odpadnie z Pucharu Polski. Kolejny sezon może pójść na straty. W klubie podkreślano, że nie chcą dopuścić do sinusoidy, a tak naprawdę nie zrobiono nic, aby do niej nie dopuścić. Przy czym musimy mieć na uwadze odejście Macieja Skorży, choć uważam, że włodarze też mogli zrobić więcej, aby ta strata nie byłą aż tak bolesna.

Słowo o holenderskim szkoleniowcu Lecha. Czy największym problemem Johna van der Broma w Poznaniu nie jest fakt, iż na każdym kroku jest on porównywany Macieja Skorży, czyli niekwestionowanej legendy poznańskiego klubu? Zastanawiam się też, na ile Holender jest zakładnikiem nie najlepszych decyzji włodarzy klubu?

- Wejście w buty Macieja Skorży od samego początku nie było możliwe. Mówisz o działaczach – oczywiście mam do nich zarzuty, ale też druga strona medalu jest taka, że John van der Brom nie pomaga decyzjami personalnymi, które podejmuje. Z tą kadrą wyniki powinny być lepsze. Nie powinny się przydarzyć porażki ze Stalą Mielec oraz Vikungurem, a także Lech nie powinien tak wysoko przegrać z Karabachem Agdam. Holender jest pogubiony. Musi jak najszybciej uczyć się Ekstraklasy. Do tej pory nie zadzwonił do Macieja Skorży, ale teraz to już chyba może tylko poradzić się, jak ratować to, co jeszcze pozostało. Może zabrzmi to trochę śmiesznie, ale ja na lotnisku w Reykjaviku tłumaczyłem Johnowi van der Bromowi, jak istotne jest starcie z Zagłębiem. Najważniejsze będzie, aby Lech pierwszy zdobył bramkę, bo wówczas zwykł nie przegrywać. Tym bardziej, że „Miedziowi” mają problem ze skutecznością na starcie bieżącego sezonu. Mam nadzieję, że holenderski szkoleniowiec ma pomysł na to, jak zagrać przeciwko Zagłębiu. Bo na razie wygląda to tak, że Lech chce grać ofensywnie, nabija sto tysięcy podań, które często są w poprzek, niewiele z tego wynika w ofensywie.

Czy w przypadku odpadnięcia z Vikingurem, która jest obecnie realna, widzisz jeszcze jakąś przyszłość dla projektu Lecha Poznań Johna van der Broma?

- To jest kluczowy tydzień. Jeśli Lech zagra dobry mecz w Lubinie i wyeliminuje Islandczyków, to ten projekt będzie miał sens. Po to w Poznaniu zatrudniono szkoleniowca, który ma duże doświadczenie w europejskich pucharach, żeby zakwalifikować się do fazy grupowej. Jeżeli „Kolejorzowi” to się nie uda, to chyba trzeba będzie wycofać się z tego projektu. Mimo to nie przekreślam jeszcze Holendra. Uważam, że on i jego ludzie powinni dostać jeszcze szansę, żeby odkręcić sytuację, która obecnie panuje.

Jakie będzie minimum przyzwoitości poznaniaków w bieżącym sezonie, biorąc pod uwagę europejskie puchary oraz Ekstraklasę?

- Awans do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy, bycie na wiosnę blisko czołówki w Ekstraklasie oraz dojście do finału Pucharu Polski. W moim odczuciu taki wynik sprawi, że na koniec sezonu nie będzie można powiedzieć, że jest to przegrana kampania.

Nie ma co ukrywać, że „Miedziowi” nieco podnieśli się po poprzednim sezonu, w którym kompromitacja goniła kompromitację. Jak zapatrujesz się na początek sezonu w wykonaniu Zagłębia Lubin?

- Doceniam Piotra Stokowca za to, że zachował się jak doświadczony trener. Wiemy, jak wyglądała poprzednia kampania w wykonaniu „Miedziowych”. W poprzednim sezonie zbudowano trzon, a teraz obudowano go jeszcze nowymi zawodnikami. Trochę nie rozumiem transferów dwóch Gruzinów, bo wydaje mi się, że ściągamy piłkarzy, którzy nie są lepsi choćby od młodych, których ma Zagłębie. Na skrzydle za Tornike Gapridanshviliego mógłby grać przecież chociażby Tomasz Pieńko. Sądzę, że Zagłębie robi kroczki do przodu i może być zadowolone z początku tego sezonu. Dzisiaj „Miedziowi” mają dużo argumentów, aby się przeciwstawić Lechowi. Poznaniacy mają za to jedynie dobre fragmenty. Praktycznie rzecz biorąc, nie licząc meczu z Dinamem Batumi, „Kolejorz” wygląda dobrze jedynie chwilami. Możemy chwalić podopiecznych Johna van der Broma za szczelną defensywę w pierwszej połowie meczu z Karabachem, a poza tym za kilkanaście minut w poszczególnych meczach.

Na koniec - jakiego spotkania spodziewasz się w niedzielę? Sądzisz, że kibice „Miedziowych” oraz Lecha zgromadzeni na Stadionie Zagłębia obejrzą atrakcyjny dla oka mecz czy pragmatyczny, wyrachowany futbol?

- Spodziewam się zamkniętego meczu. Uważam, że jeśli John van der Brom wyjdzie z otwartą przyłbicą na Zagłębie Lubin, to będzie to głupota. Moim zdaniem, jeśli „Miedziowi” pierwsi strzelą gola to też zamkną to spotkanie, Lech nie odwróci losów meczu. „Kolejorz” musi też być skoncetrowany. Na osiem meczów za kadencji Johna van der Broma aż pięć razy tracił bramkę w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy. Szwankuje koncentracja w samej końcówce. Myślę, że nie padnie w niedzielę za wiele bramek. Jeśli trener van der Brom zagra ofensywnie i znów będzie chciał na siłę wymieniać mnóstwo podać, to źle się to dla Lecha Poznań skończy.

Zagłębie Lubin - Lech Poznań

Stadion Zagłębia 07-08-2022, 17:30
PKO BP Ekstraklasa, 4. kolejka

(1:1)
(0:0)
źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

Dodaj komentarz



KOMENTARZE (0)



Brak komentarzy!