Zagłębie Lubin przystąpiło do derbów ze Śląskiem Wrocław w identycznym wyjściowym zestawieniu, jak miało to miejsce w niedzielę w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Piastem Gliwice. Do pierwszej jedenastki miał co prawda powrócić Lorenco Simić, ale ostatecznie zabrakło go w kadrze meczowej i na środku obrony, obok Lubomira Guldana, zagrał Dominik Jończy. W Śląsku Wrocław od pierwszych minut na boisku mogliśmy zobaczyć Bartłomieja Pawłowskiego, piłkarza który trafił do Zagłębia latem 2017 roku i występował w naszej drużynie przez dwa sezony. W barwach "Miedziowych" rozegrał 68 spotkań, w których zdobył 12 goli i zanotował 13 asyst.
Już w 3. minucie meczu było gorąco, jak na derby przystało. Błąd w obronie popełnił Lubomir Guldan, który dograł głową zbyt lekko do Dominika Hładuna, z czego skorzystał napastnik gości, jednak po przyjęciu piłki najszybciej do niej dopadł wspomniany Hładun, który wyjaśnił sytuację. I tym samym rozpoczął kontrę Zagłębia. Futbolówkę miał Szysz, zagrał fenomenalnie do Drazicia, który jednak przegrał pojedynek ze Szromnikiem. Piłka odbiła się od bramkarza, trafiła do Samuela Mraza, który będąc sam przed pustą bramką fatalnie przestrzelił.
Zagłębie Lubin chciało pójść za ciosem, bo już po dwóch kolejnych minutach, po podaniu Drazicia, sam na sam ze Szromnikiem był tym razem Szysz. Nasz skrzydłowy uderzył sprytnie, ale ponownie w rewelacyjny sposób obronił bramkarz Śląska. Dziesięć minut później Drazić miał swoją sytuację po podaniu Szysza, ale jego ładny, mocny i techniczny jednocześnie strzał uderzył w poprzeczkę bramki Śląska.
Choć niewiele na to wskazywało, to Śląsk jako pierwszy objął prowadzenie. W 23. minucie fatalnie piłkę wyprowadził Jewgienij Baszkirow, przejął ją Erik Exposito, pomknął w kierunku naszej bramki, a goniący go Rosjanin, który nie chciał faulować, bo otrzymałby czerwoną kartkę, mógł się jedynie przyglądać jak Exposito w sytuacji sam na sam pokonuje Hładuna i daje prowadzenie gościom.
Do przerwy nie uświadczyliśmy już ciekawych sytuacji i choć dużo lepiej graliśmy piłką, to niestety rywale schodzili na przerwę prowadząc 1:0.
Drugą połowę lepiej mógł zacząć Śląsk, ale po dobrym rajdzie Pawłowskiego i podaniu do Exposito, sytuację wyczyścił ładnie Guldan.
W 58. minucie meczu Jakub Żubrowski bardzo ładnie zagrał długą piłkę do Jakuba Wójcickiego, ten wbiegł przed pole bramkowe i został powalony przez bramkarza Śląska Wrocław. Choć sytuacja była sporna, w dodatku została poddana analizie VAR, sędzia Zbigniew Dobrynin postanowił przyznać „Miedziowym” rzut karny. Jedenastkę pewnie na gola zamienił Dejan Drazic. Co prawda Szromnik wyczuł intencje Serba, ale strzał naszego pomocnika był bardzo precyzyjny, dlatego golkiper gości był bez szans.
Dziesięć minut później mogło być 2:1. Dośrodkowanie zamykał Patryk Szysz, dograł wzdłuż bramki do Mraza, ale strzał Słowaka w fenomenalny sposób wybronił Szromnik.
Wszystko co najważniejsze działo się w samej końcówce spotkania. W doliczonym czasie gry, najlepiej w zamieszaniu podbramkowym po rzucie wolnym zachował się wprowadzony chwilę wcześniej na plac gry Kamil Kruk, który strzałem po ziemi pokonał Szromnika i zapewnił lubinianom trzy punkty w bardzo ważnym meczu.
To się nazywa ważny gol w kluczowym momencie???? Miedziowi losy derbów rozstrzygnęli w ostatniej minucie! #akcjameczu pic.twitter.com/9U8TCC2tow
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) December 11, 2020
Dzięki zwycięstwu lubinianie znów rządzą na Dolnym Śląsku, w dodatku przedłużają passę meczów bez przegranej na własnym stadionie. Oby tak dalej, gratulujemy!
