W niedzielę Raków podejmie Zagłębie, a w czwartek w Lizbonie będzie rywalizował ze Sportingiem. Który mecz będzie Twoim zdaniem ważniejszy dla częstochowian? Sytuacja podopiecznych Dawida Szwargi w fazie grupowej Ligi Europy jest dosyć skomplikowana.
- Uważam, że Raków znalazł się w tym momencie w takiej sytuacji, że nie będzie sobie wybierał, który mecz jest ważniejszy. Kadra jest przetrzebiona kontuzjami. Z urazami zmagają się Stratos Svarnas, Zoran Arsenić, Deian Sorescu, Łukasz Zwoliński, Ivi Lopez. Ponadto od kilku tygodni z problemami zdrowotnymi zmagał się Giannis Papanikolaou, powrócił do pełni sprawności dopiero co Jean Carlo Silva, w słabej dyspozycji są „dziesiątki”. To wszystko sprawia, że ja nie jestem w stanie aktualnie wskazać pierwszego garnituru Rakowa. Powoli problemem zaczyna być też styl gry. Za czasów trenera Papszuna było pod tym względem nieco lepiej, było też efektywniej, jeżeli chodzi o wyniki. Mam poczucie, że im dalej w las, tym coraz mniej widzimy w tym sezonie cech, który były dla Rakowa charakterystyczne, czyli chociażby agresywnego doskoku, pressingu.
Raków męczy się też często w ataku pozycyjnym, będąc dosyć przewidywalnym dla rywali. Moim zdaniem w ostatnim czasie brakuje jakiegoś błysku indywidualności.
- Jeszcze za kadencji trenera Papszuna Raków miał problemy w ataku pozycyjnym. Mało który polski zespół decyduje się grać z ekipą spod Jasnej Góry otwartą, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Częstochowianie zaczynają mieć problemy, kiedy odda się im futbolówkę. Zgodzę się z tym, że nie było w ostatnim czasie kogoś takiego, kto jednym zagraniem byłby w stanie odmienić losy spotkania. Wcześniej takim kimś był Ivi Lopez, który jest w trakcie rekonwalescencji. Na pewno rozczarowaniem są właśnie „dziesiątki”. Marcin Cebula świetnie rozpoczął eliminacje europejskich pucharów, później zaliczył zjazd. Sonny Kittel błysnął z Karabachem, a potem było tylko gorzej. Długo można by tak wymieniać. Rakowowi brakuje rozgrywającego w formie.
A nie masz takiego poczucia, że trudno powiedzieć obecnie o którymkolwiek piłkarzu Rakowa, że jest on w bardzo dobrej formie?
- Miałem okazję przeprowadzić ostatnio wywiad z trenerem Szwargą, który powiedział mi, że granie co trzy dni jest w jego opinii zupełnie inną dyscypliną sportu. Myślę, że w Rakowie się z tym zderzyli dopiero, kiedy namacalnie tego doświadczyli. Fran Tudor ostatnio w wywiadzie z Kubą Białkiem zwrócił uwagę też na to, że głowa nie odpoczywa, kiedy masz taki natłok meczów. Pytanie, czy nie jest to także częściowa odpowiedź na to, dlaczego częstochowianie prezentują się gorzej, aniżeli miało to miejsce jeszcze kilka miesięcy temu.
Co twoim zdaniem czeka Raków w najbliższych tygodniach? Poruszyliśmy kilka kwestii, które mogą martwić otoczenie częstochowskiego klubu, natomiast sytuacja „Medalików” jest wciąż niezła. Raków plasuje się w czubie tabeli, a także wciąż może podjąć rękawice w walce o grę w Europie na wiosnę.
- Widząc mowę ciała zawodników Rakowa na boisku w ostatnich tygodniach, mam wrażenie, że tam jest sporo bezradności. Były różne próby tłumaczenia gorszych rezultatów. Słyszeliśmy o słabej murawie w Sosnowcu, zmęczeniu, a myślę, że w tym, co powiedziałeś na temat kiepskiej dyspozycji mistrzów Polski, jest sporo racji. Na pewno końcówka roku zdeterminuje to, co się będzie działo w Częstochowie zimą. Przypuszczam, że jeżeli strata punktowa do lidera będzie wynosiła więcej niż kilka punktów, to niektórzy w klubie zaczną się zastanawiać, czy aby na pewno ten okręt płynie w odpowiednim kierunku. Klub zarobił dziesięć milionów euro, dzięki grze w Europie, więc pytanie, na ile będzie chciał też te środki przeznaczyć na kolejne transfery. To na pewno będzie w Rakowie ciekawy czas.
