Jedna jaskółka wiosny nie czyni
Przed tygodniem Zagłębie sprawiło sporą niespodziankę. W Szczecinie podobać mogła się przede wszystkim organizacja gry lubinian zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. „Miedziowi” potrafili przetrwać oblężenie własnej bramki na początku spotkania, a z upływem kolejnych minut zaczęli realizować swój plan na mecz. Na dobre noty zasłużył niemal cały zespół. Sokratis Dioudis wreszcie zaczął przypominać golkipera, którego pamiętamy z rundy wiosennej poprzedniego sezonu, bardzo dobry mecz rozegrali Aleks Ławniczak, Michał Nalepa i Bartosz Kopacz, w środku pola w destrukcji naprawdę przyzwoicie radzili sobie Marko Poletanović i Damian Dąbrowski, skrzydłowi siali sporo zamętu w szeregach bloku obronnego „Portowców”, a Dawid Kurminowski zdobył bramkę w trzecim meczu z rzędu.
Sęk jednak w tym, że wciąż trudno mieć poczucie, że nie jest to jednorazowy wybryk „Miedziowych”, którzy na wiosnę 2024 wciąż grają poniżej oczekiwań. Bieżący sezon i tak jest dla Zagłębia Lubin najpewniej stracony. Trudno wyobrazić sobie bowiem scenariusz, w którym piłkarze Waldemara Fornalika zdołają włączyć się do walki o czołowe lokaty. Takie wizje snuł kilka miesięcy temu dyrektor Piotr Burlikowski, mówiący o znakomitych rundach wiosennych, z których znany jest szkoleniowiec „Miedziowych”. Od samego początku traktowaliśmy te zapowiedzi z przymrużeniem oka, nie widząc przesłanek ku znacznej poprawie gry „Miedziowych”.
Włącznie z meczem ze Stalą Mielec do końca sezonu pozostało dziesięć spotkań. Dla lubinian powinien być to czas budowy czegoś na przyszłą edycję rozgrywek. Jednocześnie przed włodarzami Zagłębia Lubin do rozstrzygnięcia pozostają fundamentalne kwestie. Jedną z nich jest pytanie, czy projekt z trenerem Fornalikiem powinien być kontynuowany. Śmiemy bowiem twierdzić, że miejsce w środku stawki można byłoby wywalczyć przy istotnie niższych nakładach finansowych na pierwszy zespół. Po dwudziestu czterech kolejkach słowem, które najlepiej oddaje nastroje kibiców, postronnych obserwatorów poczynań „Miedziowych” i włodarzy klubu, jest rozczarowanie.
Stal czarnym koniem rozgrywek?
Jednym z największych pozytywnych zaskoczeń bieżącego sezonu jest Stal Mielec. Jeżeli tak dalej pójdzie, to podopieczni Kamila Kieresia, którzy typowani byli jako potencjalny spadkowicz, mogą okazać się czarnym koniem tej kampanii. Dość wspomnieć, że obecnie ekipa z województwa podkarpackiego traci zaledwie trzy punkty do Legii Warszawa. - Nie będę ukrywał, że wziąłbym taki scenariusz w ciemno. A czy bym uwierzył? Myślę, że nie, ponieważ jeżeli trzy lata z rzędu biliśmy się o utrzymanie, to trudno przewidywać, że w czwartym nagle przyjdzie dobra seria - mówił w rozmowie z nami prezes Stali, Jacek Klimek.
Ogromny wpływ na tak dobre rezultaty osiągane przez mielczan ma dwóch zawodników. Największą gwiazdą ekipy trenera Kieresia jest Ilja Szkurin, który imponuje formą. Białorusin ma na swoim koncie dwanaście trafień oraz pięć asyst i realnie liczy się w rywalizacji o tytuł króla strzelców. Drugą postacią, na którą warto zwrócić uwagę, jest Mateusz Kochalski, który wyróżnia się na tle ekstraklasowych bramkarzy skutecznością swoich interwencji.
Na wiosnę Stal zdobyła jak dotąd trzynaście punktów. Składają się na to cztery zwycięstwa, remis oraz jedna przegrana. W 23. kolejce najbliżsi rywale Zagłębia pewnie zwyciężyli z Ruchem Chorzów 3:1.
Pierwszy gwizdek arbitra Marcina Szczerbowicza wybrzmi punktualnie o godzinie 18. Tradycyjnie zachęcamy wszystkich sympatyków „Miedziowych” do wzięcia udziału w naszej zabawie #TyperMKS.