Wciąż piętą achillesową Zagłębia pozostaje gra w obronie i liczba straconych goli. To chyba spędza Panu sen z powiek, szczególnie jako osobie, która w przeszłości sama występowała na pozycji defensora?
- Drużyny, które dotychczas prowadziłem zawsze cechowała żelazna dyscyplina jeżeli chodzi o grę w defensywie. Chcieliśmy przy tym zachować proporcje, aby strzelać i nie tracić goli. Tutaj widać coś zostało zachwiane. Musimy to bardzo gruntownie przeanalizować, aby odpowiedzieć sobie na pytanie czym to jest spowodowane.
Irytujące zarówno dla Pana, piłkarzy, jak i kibiców były sytuacje, w których Zagłębie na początku spotkania traciło bramki. Taki scenariusz przytrafiał nam się kilkukrotnie. Jest to więc chyba jeden z elementów, który w przerwie zimowej będziemy musieli wyeliminować?
- Oczywiście, to się pojawiło w pewnym momencie. Pamiętamy mecz z Radomiakiem czy szczególnie z Legią, kiedy po czterech minutach przegrywaliśmy 0:2. Pomimo tego potrafiliśmy się podnieść i grać z nimi jak równy z równym, kreując przy tym swoje sytuacje. Być może gdybyśmy zdobyli bramkę na 2:1, to końcowy rezultat mógłby się jeszcze odmienić.
Z pewnością w drużynie jest potencjał, by wiosną włączyć się do walki o wyższe lokaty. Czego więc Zagłębie potrzebuje, by tak się stało?
Na pewno spokojnej pracy i być może wzmocnień na dwóch lub trzech pozycjach. Jesteśmy tuż po ostatnim meczu w tym roku i tak jak powiedziałem, musimy to gruntownie przeanalizować oraz dalej pracować. Posiadamy materiał, z którego można wyciągnąć o wiele więcej niż do tej pory. Nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego co się wydarzyło, bo niewątpliwie cała społeczność Zagłębia Lubin spodziewała się czegoś więcej niż w tej chwili, jednak w porównaniu z okresem sprzed roku jest dużo lepiej.
Całą rozmowę przeczytać możecie tutaj.
