mkszaglebie.pl

Ostatni dzień 2020 roku to idealny czas na to, by podsumować działania Zagłębia Lubin i jego poszczególnych szczebli, oczywiście z uwzględnieniem dwóch sezonów. Staraliśmy się podsumować starannie i merytorycznie, dlatego znajdziecie tutaj i krytykę, i pochwały. Zapraszamy do lektury.

Wynikowo wiosna gorsza od jesieni

W zasadzie jak całe podsumowanie, ocenę wyników osiąganych przez naszą drużynę należy podzielić na dwa niepełne sezony. Poprzednia kampania, to raczej nie był powód do dumy, bo rozgrywki 2019/2020 ukończyliśmy dopiero na 11. miejscu. W 2020 roku na wiosnę, która przez zawirowania z koronawirusem była dość specyficzna, zdobyliśmy w 13 meczach zaledwie 16 na co złożyły się cztery zwycięstwa, cztery remisy i pięć porażek. Momentami graliśmy bardzo dobrze, ale drużynie brakowało wyrachowania, przez co w wielu spotkaniach głupio potraciliśmy punkty. 11. miejsce oznaczało, że sezon 2019/2020 był najgorszy od momentu awansu „Miedziowych” do rozgrywek ekstraklasy.

W wywiadzie udzielonym oficjalnej stronie klubowej prezes Zagłębia Lubin Artur Jankowski przyznał, że po średnio wyglądającej wiośnie wyciągnięto w klubie wnioski, dlatego też jesień nowego sezonu wygląda już lepiej. To fakt, bo rundę jesienną obecnego sezonu ukończyliśmy na 6. pozycji w tabeli – czyli identycznej, na której zakończyliśmy sezon 2018/2019 za kadencji Bena van Daela. Po jesieni lubinianie mają na koncie 22 punkty po 14 meczach, a taki dorobek osiągnęli dzięki sześciu zwycięstwom, czterem remisom i również czterem porażkom. Naszej drużynie należy oddać, że pod względem koncentracji w obronie wykonała krok naprzód i nie traci już tak ochoczo bramek, jak było to sezon wcześniej. Wiadomo, że happy football był oceniany dobrze, a obecne wyrachowanie nie przysporzy nam zbyt wielu nowych, lub nie przywróci zniechęconych kibiców.

Całościowo wynik z sezonu 2019/2020, czyli 11. miejsce oceniamy negatywnie, jednak za obecny sezon (6. miejsce po jesieni z szansą na podium przed meczem z Pogonią Szczecin) i to mimo kilku punktów zdobytych dzięki szczęściu w końcówkach, nikt nie może mieć pretensji i drużynie należy się pochwała.

Ale wiosną graliśmy ładniej dla oka

Mimochodem w poprzednim mini-rozdziale wspomnieliśmy o stylu gry, bo mimo wszystko koresponduje on pośrednio z wynikami. Dlatego, aby zbędnie nie lać wody, chcemy pochwalić za to, jak widowiskowo drużyna grała na wiosnę 2020 roku, bo otwartą grę zawsze będzie oglądało się lepiej, niż znany z jesieni obecnego sezonu nadmierny pragmatyzm, pilnowanie jednobramkowego prowadzenia lub boiskowe szachy. Oczywiście fakt, że kibice zwracają większą uwagę na styl gry zespołu nie bierze się znikąd. Fani, którzy nie mogą oglądać swojej drużyny z perspektywy stadionu, siedząc przed telewizorami mają po prostu więcej czasu na to, by analizować poczynania zawodników, a te jak na złość, w obecnym sezonie nie powodują rumieńców – chyba, że związanych ze wstydem, jak po niedawnym meczu ze szczecińską Pogonią.

Ale już całkiem serio: styl wiosną 2020 – jak najbardziej do przyjęcia, kibice po to oglądają piłkę, by były emocje. Styl jesienią 2020 – niestety, ale na dłuższą metę nie przejdzie, nawet mimo balansowania w czołówce tabeli, bo choć wiadomo, że najważniejsze są wyniki i punkty, to jednak kibic, szczególnie w czasach covidowych, zwraca uwagę na detale i chce się identyfikować z zespołem gwarantującym emocje. Życzymy sobie i Wam tego, aby podczas zimowych przygotowań nasi piłkarze wypracowali takie schematy, które będą gwarantowały grę na wiosnę na odpowiednio atrakcyjnym poziomie.

Transfery i wypożyczenia, czyli to, co emocjonuje najbardziej

Przechodzimy chyba do najbardziej drażliwego tematu, w którym dodatkowo sporo różnimy się stanowiskiem z włodarzami klubu. W naszej opinii całościowo transfery w 2020 roku wyglądają słabo i wyróżnia je jedynie kilka wyjątków.

Na duży plus wypożyczenie Dejana Drażicia, ale tak naprawdę nie wiemy, kogo w tym przypadku pochwalić… Wiadomo, że plus należy się całościowo klubowi, ale czy ten transfer zostałby zrealizowany przez dział sportu, gdyby trenerem nie był Martin Sevela? Wątpimy, bo sam Dejan w jednym z wywiadów powiedział, że to właśnie osoba trenera Seveli była decydującym czynnikiem, który spowodował, że zdecydował się on na krótki epizod w Lubinie. Zaraz, ale jak to krótki? Ano, krótki. Dejan pierwotnie miał zostać wypożyczony do końca sezonu i żadna ze stron nie zakładała, że romans Serba z Zagłębiem będzie mógł trwać dłużej niż kilka miesięcy, bo miał on się w naszym zespole odbudować i albo wrócić do Slovana i walczyć o pierwszy skład, albo zapracować na transfer do lepszej drużyny. Niestety dla Serba, mniej-niestety dla nas, Dejan doznał kontuzji, przez co sporo stracił na dość specyficznych przez koronawirusa letnich przygotowaniach. Ostatecznie Serb zagrał w zaledwie trzech meczach Slovana latem (pół meczu w lidze, pół meczu w pucharze Słowacji, 17 minut w eliminacjach Ligi Europy), po czym na zasadzie wypożyczenia pojawił się u nas. Wiadomo, że Dejan w obecnym sezonie radzi sobie bardzo dobrze i to między innymi dzięki niemu możemy być zadowoleni z tego, że znajdujemy się dość blisko czołówki ligowej tabeli.

Osobny plus za pozyskanie Jewgienija Baszkirowa, jako alternatywę po sprzedaniu Bartosza Slisza, ale… tylko za pierwsze pół roku. Rosjanin wiosną pokazał, że sporo biegać, oprócz tego nieźle potrafi w piłkę grać, ale po podpisaniu dwuletniego kontraktu, jakby to wszystko uciekło… Jewgienij dalej biega sporo, ale to czy sporo=dobrze moglibyśmy się spierać, bo w 13 meczach obecnego sezonu Rosjanin niczym specjalnym się nie wyróżnił i nie bez powodu umieściliśmy jego nazwisko wśród nominowanych do rozczarowania rundy jesiennej. Wypada liczyć, że wiosną 29-latek nawiąże do dobrych meczów sprzed roku.

Pozytywnie oceniamy także przejście do Zagłębia Lubin Lorenco Simicia, który do tej pory zaprezentował się całkiem nieźle. Widać, że ma spory potencjał w grze w ataku, czasem jednak popełnia kiepskie w skutkach decyzje w obronie – musi więc popracować nad chłodną głową. A czy jest jakiś minus tej transakcji? Jeśli tak, to kwota, za którą został zakupiony – według mediów zapłaciliśmy Sampdorii Genua za Lorenco 1,25 mln zł – to trochę sporo, patrząc na to, że Chorwat z powodu urazów, mimo 24 lat na koncie, w ostatnich pięciu latach TYLKO RAZ w przeciągu sezonu zagrał więcej niż 20 meczów – dokładnie, to 21 spotkań w sezonie 2017/2018. A tak, to grywał 8 meczów, 7 meczów… A więc na nowy rok temu chłopakowi życzymy zdrowia, bo powinien być solidnym punktem obrony.

Problem mamy z oceną transferu dwójki innych graczy – Jakuba Żubrowskiego i Jakuba Wójcickiego. Trzeba uczciwie przyznać, że gdy Wójcicki już grał (5 meczów, 1 asysta), to w większości tych pięciu meczów nie wyglądał źle – i choć średnio oceniamy ruch z jego pozyskaniem, o czym za moment, gdybyśmy napisali inaczej, byłoby to po prostu kłamstwo. Wątpliwości nasze rodzą się dopiero wtedy, gdy zobaczymy na jak długi okres podpisany został kontrakt z zawodnikiem, który ma… 32 lata, w dodatku w minionym sezonie wcale nie należał do grona ligowych zawodników, którzy w jakikolwiek pozytywny sposób wyróżniali się na tle innych ligowców. Gdyby było inaczej, być może ten trzyletni kontrakt, to byłoby coś w rodzaju kredytu zaufania, a tak, to w ogóle tego nie rozumiemy i uważamy za kompletną klapę, bo w przypadku zaawansowanych wiekowo piłkarzy, którzy w dodatku nie mają statusu gwiazd, wypadałoby postępować bardziej rozważnie.

Co do Jakuba Żubrowskiego, również otrzymał on trzyletni kontrakt, no i również tego kompletnie nie rozumiemy. Były zawodnik Korony Kielce jest co prawda młodszy od swojego wcześniej wspomnianego imiennika (w marcu skończy 29 lat), ale miał za sobą bardzo słaby sezon w Koronie, który w dodatku zakończył się spadkiem. W jednym z wywiadów Żubrowski przyznał, że wcale nie miał zbyt wielu ofert, dlatego Zagłębie nie musiało się z nikim specjalnie licytować. W naszej opinii kontrakt 1+1 lub 1+2 załatwiłby sprawę – klub wiedziałby, kogo tak naprawdę podpisał i czy zawodnik odnalazł się w naszym, dość specyficznym środowisku. A jak sportowo? Na początku bardzo słabo, ale nie licząc fatalnego zachowania Żubrowskiego w meczu z Pogonią Szczecin, należy przyznać, że na przełomie listopada i grudnia miał kilka lepszych momentów. To, jak będziemy go oceniać zależy już tylko i wyłącznie od jego postawy na wiosnę. Patrząc na całokształt, jeśli mielibyśmy ocenić pozyskanie Wójcickiego i Żubrowskiego, no to wystawilibyśmy za to maksymalnie trójkę w szkolnej skali.

Bez oceny pozostawiamy na razie transfery Kamila Bielikowa i Mateusza Bartolewskiego. Są to zawodnicy młodzi, którzy jeszcze mają czas na to, by udowodnić, że warto było ich pozyskać.

Mieliśmy już pozytywy, mieliśmy ruchy średnie, a więc czas na minusy, a tych, mimo zadowolenia prezesa, jest w naszej opinii bardzo dużo.

Na minus należy ocenić transfer Dominika Kalinowskiego. Do tej pory nie rozumiemy, po co został ściągnięty do klubu 22-latek, który od razu nie miał szans przebicia się do pierwszego zespołu, a po roku uzbierał jedynie 7 meczów w III-ligowych rezerwach.

Choć rozbudził spore nadzieje samym faktem ocierania się o kluby Seria A i Serie B, totalnym niewypałem okazał się być Samuel Mraz. Słowak do tej pory kaleczył grę w pierwszym zespole i choć zdobył po jednym golu w lidze i Pucharze Polski, to ze względu na sporą nieskuteczność, a nawet sam fakt niedochodzenia do sytuacji strzeleckich, zdecydowana większość kibiców nie chce go już oglądać na boisku. Samuel jest wypożyczony z Empoli, a jeśli Zagłębie będzie chciało go wykupić, będzie musiało zapłacić 1,00 mln euro. Patrząc na to, co 23-latek wyczyniał jesienią, to można się z tego tylko i wyłącznie śmiać.

Nie rozumiemy po co został sprowadzony do Zagłębia Lubin Duńczyk Søren Reese. Jego CV od początku nie przekonywało, a mimo to został wypożyczony z opcją wykupu. Fakty są takie, że w pierwszym zespole nie zagrał ani jednej minuty, a rywalizację przegrał nawet z Dominikiem Jończym, który w zeszłym sezonie był zamknięty gdzieś głęboko na strychu. Dorobek Resse, to trzy mecze w 3. lidze – trzy mecze, w których także za specjalnie się nie wyróżnił. W naszej ocenie wielki minus, ale też żadne rozczarowanie.

Negatywnie oceniamy także Adama Ratajczyka i Jakuba Bednarczyka. Pierwszy ma oczywiście spory potencjał, ale wydawanie ponad 2,00 mln złotych na rezerwowego rezerwowych, to chyba nie było to zbyt rozsądne rozwiązanie. Nie było rozsądne w klubie, który w DNA ma wybite promowanie takich zawodników poprzez akademię i sprzedawanie ich do innych zespołów. Tutaj role się odwróciły i kompletnie tego nie rozumiemy, bo Ratajczyk wcale nie był „okazją”, jak choćby ściągnięty w zimowym oknie transferowym Łukasz Łakomy. Dodajmy do tego jeszcze niską klauzulę odstępnego zapisaną w kontrakcie, to naprawdę całościowo wygląda to słabo. Wierzymy jednak, że ten chłopak się rozwinie i zacznie grać na solidnym poziomie, bo przecież nie jego wina, że ten kto go transferował, na swojej robocie w tym zakresie zna się co najwyżej… średnio.

Jakub Bednarczyk został wypożyczony do Zagłębia Lubin z FC St. Pauli i szczerze mówiąc, to nie możemy się nadziwić, jak ten zawodnik zagrał nawet te osiem minut w pierwszym zespole Bayeru 04 Leverkusen czy 110 minut w 2. Bundeslidze w St. Pauli. U nas jak na razie zagrał w 7 meczach i przy jego nazwisku w żadnym z tych spotkań nie można zapisać choćby pół plusa. Chyba, że napiszemy tylko poziomą kreskę.

Na koniec dwa zdania o tych, co odeszli. Pochwała klubowi należy się za to, jakie pieniądze udało się osiągnąć z transferu Bartosza Białka (5,00 mln euro do VFL Wolfsburg) oraz Damjana Bohara do NK Osijek (850 000 euro). Spora robota została przy negocjacjach wykonana i za to brawo, należy jednak pamiętać o tym, że nie można byłoby tego wykonać, gdyby w kontraktach tych chłopaków były klauzule odstępnego. Szkoda, że od tego trendu się odchodzi.

Quo vadis?

W którą stronę tak naprawdę zmierzamy? Trochę ciężkie pytanie, bo tak naprawdę zewsząd otrzymujemy medialną papkę (strona klubowa, media społecznościowe właściciela oraz zaprzyjaźnieni z właścicielem dziennikarze), na temat tego, jak bardzo dobrze jest u nas i jak wiele dobrego robimy dla klubowej piłki. Wszystko ładnie pięknie, ale tak naprawdę… jakieś konkrety? Jak na razie poza słowami dzieje się niewiele. W zasadzie 2020 rok jest pierwszym od pięciu czy sześciu lat, w którym nie poczyniono żadnej mniej lub bardziej poważnej inwestycji w infrastrukturę klubu czy samej w sobie akademii. Miała powstać hala z klubowym muzeum, czego po zmianach w klubie nie kontynuowano, później mówiono coś o balonie, jednak jak na razie nie widzimy nic nowego. W zasadzie od Marka Bestrzyńskiego, po Tomasza Dębickiego, Roberta Sadowskiego i Mateusza Dróżdża każdy z prezesów klubu coś po sobie w Lubinie zostawił. A co zostawi prezes Artur Jankowski? – Mamy dokładnie sprecyzowane długofalowe cele inwestycyjne, które wymagają zgody właściciela klubu. Nasze propozycje to trawiaste podgrzewane boisko, hala z zadaszeniem pneumatycznym i sztucznym boiskiem, tor motoryczny oraz kompleks – muzeum, sklep i restauracja. Nie zapominamy o wymianie murawy i krzesełek na stadionie oraz o zakupie działek pod te pomysły – powiedział kilka miesięcy temu dla Pulsu Biznesu prezes Zagłębia Lubin. Mamy nadzieję, że nie będzie jak z obietnicą o zatrudnieniu dyrektora sportowego, który „za chwilę” miał dołączyć w styczniu, czyli… w zasadzie rok temu.

No właśnie, dochodzimy do kolejnego tematu – dyrektora sportowego. Dokładnie 11 stycznia był o krok od przejścia do Zagłębia Lubin, co więc zmieniło się od tego czasu? – […] Będzie to rolą dyrektora sportowego, który w najbliższym się tu pokaże. On powinien jednak mieć wizję nie tylko na krótki czas, na to okienko, ale i na następne. Musimy myśleć o rok do przodu. Akurat mamy teraz sytuację awaryjną, musimy rozpatrywać tematy, które nie  zostały wcześniej załatwione i podjąć wszystkie decyzje w przeciągu kilku dni. Zrobiliśmy research, rozmawialiśmy z kilkoma osobami, mamy pewien typ, ale to wymaga rozważnej decyzji. Jak będziemy zdecydowani, to dopiero wtedy ogłosimy. Myślę, że jeśli będzie to nadal nasz obecny faworyt, to nazwisko poznacie już w przyszłym tygodniu. Jeśli nie, pociągniemy proces rekrutacji dalej – mówił prezes Jankowski dla Weszło.

Co więc się zmieniło przez ostatni rok, gdy stanowczo prezes zabiegał o to, by dyrektor w klubie był? - Jestem odpowiedzialny za cały klub, za finanse, więc nie wyobrażam sobie siebie jako człowieka, który tylko składa parafkę pod kontraktem. Każda kandydatura musi być poparta przez dyrektora sportowego, trenera, lekarza – dodał w rozmowie z Weszło prezes „Miedziowych”. Być może wizja samodzielnego decydowania o tym, kto dołączy do klubu przeważyła, że prezes nie chce mieć żadnego dyrektora, który mógłby starać się forsować autorską wizję. Kandydaci przecież byli i są – między innymi Tomasz Pasieczny z Arsenalu (rozmawiał z kilkoma polskimi klubami) czy Łukasz Masłowski, który z Zagłębiem rozmawiał i z jakiegoś powodu po rozmowach podziękował. Kto wie, może temat przyspieszy po nowym roku, ale faktem jest, że przed nami trzecie okienko transferowe przygotowane bezpośrednio przez prezesa. Oby miał lepszą skuteczność niż latem.

„Zagłębie młodzieżą stoi…” I tak, i nie

To trochę taki paradoks, ale choć zawsze gra się o zwycięstwo, to wyniki w akademii najważniejsze nie są, a kto uważa inaczej, po prostu się na piłce nie zna. To teza odważna, ale poparta zdaniem wielu osobistości, które o szkoleniu młodzieży mają pojęcie większe niż my kibice. Jeśli chodzi o rozwój zawodników z akademii, to tak naprawdę nie mamy się do czego przyczepić, bo systematycznie są oni powoływani do reprezentacji w swoich rocznikach lub (ci starsi) też są zapraszani na gościnne treningi w pierwszym zespole. Proces treningowy dalej opiera się na wizji Richarda Grootscholtena i oby to trwało jak najdłużej, bo tylko tak w taki sposób jesteśmy w stanie dawać polskiej piłce coś unikalnego.

Dla klubu pochwała należy się za zawężenie współpracy w drużynie rezerw między trenerami Adamem Buczkiem i koordynatorem Robinem Pronkiem a także Martinem Sevela i Pawłem Karmelitą, o czym w wywiadzie dla klubowej strony wspominał prezes Jankowski. To dobry pomysł, bo przepływ informacji w ostatnim przystanku przed pierwszą drużyną, jakim są rezerwy, może klubowi i akademii tylko pomóc.

Zaskoczeni jednak byliśmy słowami prezesa na temat zawodników, którzy z akademii odchodzą. To prawda, że w każdym klubie to się zdarza, ale niestety stanowcze podejście i odgrażanie się młodzieży na temat warunków finansowych i miłości do klubu, to nie jest dobry pomysł na dłuższą metę, bo to idzie w świat. Zagłębie wyróżniało się bardzo na tle innych kilku akademii jeszcze kilka lat temu, szczególnie pod kątem bazy, jednak teraz coraz bardziej staje się ligowym szarakiem, który nie jest już aż takim wielkim magnesem dla zdolnych piłkarzy – i choć to smutne, jest to niestety fakt. Na samych wychowankach z Lubina i okolic nie zbudujemy akademii, bo po prostu nasze miasto i jego okolice nie zajmują wielkich obszarów i nie zamieszkuje ich wiele osób. Włodarzom klubu radzimy zrewidować pewne procesy w akademii, bo chyba nie wszystko jest jak być powinno, gdyż w przeciągu zaledwie półrocza z drużyny odszedł nie zaledwie jeden średnio utalentowany zawodnik, a przynajmniej pięciu bardzo utalentowanych – mowa między innymi o Jakubie Malcu, Oliwierze Zychu, Bartoszu Żurku, Adrianie Bukowskim, a nawet Bartoszu Zynku.

Zagłębie w zaprzyjaźnionych mediach przedstawiane jest jako ideał pod kątem wprowadzania młodych zawodników do zespołu. Prawda jest jednak nieco inna, bo choć w tym sezonie w III lidze w rezerwach na poziomie seniorskim miażdżymy w Pro Junior System, tak w PKO BP Ekstraklasie punktuje nam… tylko Łukasz Poręba.

Chluby akademii nie przynoszą także takie transfery jak ten Josepha Romanskiego. Skoro prowadzisz akademię, która określana jest jako jedna z najlepszych w Polsce, to jaki jest sens ściągania 20-latka z 135. ligi angielskiej? Nie wiemy, nie rozumiemy i nie zrozumiemy. Skoro potrzeba uzupełnień do akademii do rywalizacji, to szukajmy w regionie.

Przeczytaj więcej… gdzieś indziej

W ostatnich miesiącach sprawą, która jest ochoczo komentowana na Twitterze jest sposób komunikacji zewnętrznej klubu. Przez pandemię Zagłębie jest zamknięte samo w sobie, a fakt, że kibice czegoś o „Miedziowych” mogą się dowiedzieć albo od nas, albo od mediów współpracujących z klubem, a nie bezpośrednio z kanałów oficjalnych, drażni coraz większe grono ludzi, czego upust widzimy po każdorazowej publikacji laurek.

Wszystko przez to, że zwykły Kowalski nie może przeczytać normalnej informacji z klubu, którą sam musi przetworzyć i wyciągnąć wnioski, lecz otrzymuje tekst od któregoś z dziennikarzy, który wprost narzuca pewną narrację na dany temat. Niestety, dla nas kibiców i także odbiorców, różnica między tekstami niezależnych dziennikarzy a treściami z klubu mocno się zatarła. Jednak to nie lata 90. i ludzie są świadomi, dlatego prędzej czy później skończy się to tak, że mediów klubowych nie będzie śledził już zupełnie nikt.

***

To by było na tyle, sami oceńcie, czy zgadzacie się z naszym zdaniem na wspomniane tematy. W Nowym Roku wszystkim piłkarzom i pracownikom, a także kibicom Zagłębia Lubin życzymy wszystkiego najlepszego.

Bądźcie zdrowi i do zobaczenia na stadionie!

źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

Dodaj komentarz

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!

KOMENTARZE (0)



Brak komentarzy!