Górnik Łęczna jest blisko opuszczenia szeregów ekstraklasy i raczej ekstraklasa za nim nie zapłacze. No, może trochę za Grzegorzem Boninem i jego centrostrzałami, ale Górnik pod żadnym względem klubu ekstraklasy nie przypomina. To świetna sprawa dla Zagłębia Lubin, że po takim meczu jak z Legią przychodzi szybka okazja do sprawdzenia się z łęczyńsko-lublińskim outsiderem. Bo po schodzących z boiska piłkarzy Zagłębia w piątek widać było kipiącą złość. Do urwania faworyzowanej Legii punktów zabrakło niewiele: trochę więcej koncentracji, szczęścia i skuteczności. I choć możemy drwić z komentarza Tomasza Hajty, to użyteczność jego osławionych „detali” po raz kolejny została potwierdzona. Zagłębie Lubin przedstawiło całkiem nowe oblicze, tak jakby Legia wzniosła grę „Miedziowych” na wyższy poziom. Filip Starzyński odzyskał umiejętność dokładnego dośrodkowania ze stałego fragmentu gry, a poza tym zagrał niemal tak, jak tego od niego oczekujemy. Przyspieszał grę nie tracąc czasu na zbędne holowanie piłki, przerzucał ją z prawej na lewą stronę w zależności od potrzeb. To było najlepsze 90 minut tej wiosny. Na innej intensywności i pressingu. To z jednej strony dobra i zła wiadomość. Bo jeśli to klasa rywala ma wyznaczać grę Zagłębia, to czeka nas 90 minutowy konkurs rąbania w drewnie tępą piłą. Co będzie głównym atutem „Zielono-czarnych” w meczu z Zagłębiem? Chyba tylko to, że kiedyś fatalna passa piłkarzy Franciszka Smudy musi się zakończyć. Trudno mi wskazać jakąś efektywną cechę, która może przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Górnika. Spotkanie w Kielcach miało fragmenty ciekawej gry Górnika, gdy starali wychodzić z własnej połowy szybkimi podaniami, ale ograniczanie się do akcji prowadzonych przez 2-3 piłkarzy skazana było na niepowodzenie. Nie oszukujmy się: argumenty leżą po stronie piłkarzy Zagłębia. Zostawiając na boku kwestie związane z indywidualnym poziomem piłkarzy, zgraniem i realizowaniem założeń taktycznych, to Zagłębie przystąpi do tego meczu przepełnione złością po piątkowej porażce i chęcią rewanżu. Poza tym dobre wyniki Korony i Wisły Kraków niebezpiecznie zbliżyły górną i dolną „8”. Punkty w Lublinie są niezbędne, ale trudno się spodziewać, że zostaną wręczone nam w prezencie. Spotkanie w Lublinie będzie 14. w historii konfrontacją obu górniczych klubów na poziomie ligowym. Obie drużyny mają po pięć zwycięstw, trzy razy padł remis. Jeśli chodzi o zespół z Łęcznej, w spotkaniu z Zagłębiem z powodu kontuzji raczej na pewno nie wystąpią Łukasz Mierzejewski, Maciej Szmatiuk, Szymon Drewniak, Josimar Atoche  i Vojo Ubiparip. W zespole Zagłębia zabraknie Konrada Forenca (rehabilitacja) i Martina Nespora (kartki). Przed Piotrem Stokowcem trudne zadanie ułożenia linii ataku. Z powodu kartek nie zagra Martin Nespor. Nie wiemy, czy Adam Buksa zdąży wyleczyć swój uraz. W tej sytuacji na „9” może zagrać Arkadiusz Woźniak, a jego miejsce na skrzydle zajmie Krzysztof Janus. Ciekawe jest również to, jak trener zestawi środek pola – czy zagra znów Łukasz Piątek, czy do gry powróci Filip Jagiełło. Na pewno w meczu z Górnikiem Łęczna potrzebni będą piłkarze o lepszych predyspozycjach ofensywnych niż grający bliżej obrońców Piątek. Ktokolwiek jednak na boisko nie wyjdzie, ma jedno zadanie: Wygrać. Innej możliwości nie ma. bjmarchew
źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)