Właśnie rozpoczyna się 90. minuta spotkania. Część kibiców już opuściła stadion. Powiedzieć, że wynik z perspektywy Zagłębia był niekorzystny, to nic nie powiedzieć. Cracovia prowadziła 2:0 po dwóch golach zawodników, którzy w przeszłości grali w miedziowych barwach. Czy tego dnia była chociaż jedna osoba, która w tym momencie wierzyła w happy end? Ja osobiście takiej osoby nie znam. Sam zresztą nie wierzyłem. Mamy zatem nauczkę...
Pierwszy dzień maja. Zagłębie rozpoczyna walkę o utrzymanie się w Ekstraklasie. Nie tak ten sezon wyobrażali sobie działacze, trenerzy, piłkarze i przede wszystkim kibice. Stało się jednak jak się stało i trzeba zrobić wszystko, aby jak najszybciej zapewnić sobie spokojne utrzymanie. Pierwszym przeciwnikiem była Cracovia, czyli zespól, który w tym sezonie jakoś specjalnie nam nie leżał. W sezonie zasadniczym zremisowaliśmy dwukrotnie z "Pasami" 1:1. W obu tych spotkaniach fantastyczne gole strzelał Marcin Budziński. W poniedziałek miało być o tyle łatwiej, że "Budzik" nie zagrał.
Zagłębie rozpoczęło to spotkanie przyzwoicie. Staraliśmy się dyktować warunki na boisku i nam się to udawało. Czasem w większym stopniu, czasem w mniejszym. Kontrola była po naszej stronie. Zabrakło strzelonego gola, bo, mimo braku strzałów na bramkę, sytuacje ku temu były. W pole karne Cracovii posyłane były bardzo dobre dośrodkowania głównie z prawej strony. Za każdym razem jednak Martinowi Nesporowi brakowało, aby dojść do piłki. Czeski napastnik miał spory problem, aby w polu karnym wyprzedzić stoperów Cracovii. A to jest elementarz. Dośrodkowania nie przyniosły efektu, to Zagłębie próbowało strzałów z dystansu. Najbliżej zdobycia gola był Kamil Mazek, jednak jego strzał minimalnie minął prawy słupek bramki Sandomierskiego.
I nagle stało się coś, co nie powinno się stać. Sytuacja z pozoru niegroźna, jakich w meczu kilkadziesiąt. Aut dla Cracovii. Po krótkim rozegraniu Diego dośrodkował w pole karne, a tam fatalnie interweniował Zbyszek Małkowski. Od tego momentu Zagłębie nie potrafiło się odnaleźć. W poczynania zawodników wkradła się nerwowość, niepewność, presja, czy nawet widmo spadku z LOTTO Ekstraklasy. Efekt? Kolejny rzut z autu dla Cracovii. Kolejne krótkie rozegranie, prostopadłe podanie od Damiana Dąbrowskiego do Krzysztofa Piątka i było już 0:2. Przerwa. W pierwszej połowie Zagłębie nie oddało ani jednego celnego strzału. W sumie oglądaliśmy tylko dwa uderzenia w wykonaniu "Miedziowych".
Ktoś pamięta, kiedy ostatni raz Zagłębie odrobiło dwa gole straty? Trzeba było troszkę przekopać archiwum. Otóż ostatni raz "Miedziowi" odrobili dwa gole straty w listopadzie 2009 roku. Wtedy to na wyjeździe z Koroną Zagłębie przegrywało 0:2 po 19 minutach i 1:3 po 63. minutach (ostatecznie mecz zakończył się remisem 3:3). Ostatni taki wyczyn u siebie? Jak przypomniał na Twitterze portal EkstraStas, musimy cofnąć się do 2006 roku do meczu... z Cracovią. W tamtym spotkaniu po 40 minutach przegrywaliśmy 1:3, aby ostatecznie wygrać 4:3.
Drugą połowę rozpoczęliśmy z jedną zmianą. Dominika Jończego zastąpił Filip Jagiełło. Na pozycję stopera cofnięty został Jarosław Kubicki, który ostatni raz na tej pozycji grał chyba jeszcze w 1. lidze. Zmiana ta wydawała się uzasadniona. Filip Starzyński przez cały mecz musiał sobie radzić z indywidualnych kryciem Radosława Kanacha. Filip Jagiełło miał wziąć ciężar gry na siebie i z tej roli – mimo kilku błędów – wywiązał się przyzwoicie. Warto odnotować 54. minutę. Wtedy to Zagłębie oddało pierwszy celny strzał za sprawą Jakuba Tosika. Mniej więcej do 60. minuty spotkania Zagłębie wciąż było zagubione. To właśnie wtedy Guldan popełnił błąd, po którym Dąbrowski znalazł się z piłką na dwudziestym metrze. Na nasze szczęście przestrzelił, bo zapewne kolejny gol dla "Pasów" byłby gwoździem do trumny w tym meczu.
Kolejne zmiany w zespole Zagłębia wniosły trochę ożywienia i dały zespołowi impuls. Na boisku pojawili się Łukasz Janoszka i Adam Buksa. Zagłębie znowu zaczęło kontrolować wydarzenia boiskowe i z minuty na minutę coraz bardziej napierało na bramkę Cracovii. Dogodne sytuacje zaczęliśmy stwarzać dopiero w ostatnim kwadransie. Swoją okazję miał najpierw Janoszka, potem wyśmienitą okazję zmarnował Buksa.
Piłkarze nie tracili jednak wiary. Wreszcie nastała wspomniana 90. minuta meczu. Janoszka odegrał do Nespora, a ten zdecydował się na strzał z 16 metrów. Po rykoszecie piłka wpadła "za kołnierz" Sandomierskiemu. Ten gol utwierdził zawodników w przekonaniu, że w tym meczu można coś jeszcze ugrać. I takie podejście się opłaciło. W 93. minucie w zamieszaniu podbramkowym Guldan wpakował piłkę do siatki. Niedługo po tej sytuacji sędzia Kwiatkowski zakończył to spotkanie. Mam jednak wrażenie, że gdyby ten mecz potrwał z 10 minut dłużej to Zagłębie by to spotkanie wygrało. Nie ma jednak co gdybać. Remis wyszarpany w takich okolicznościach musi cieszyć.
Do tej pory końcówki spotkań, czy też sam doliczony czas, kojarzył się nam nie najlepiej. Z reguły to Zagłębie traciło punkty po golach w samej końcówce meczu. Tym razem ambicja i zaangażowanie zostały nagrodzone. Takiej sytuacji w Lubinie również nie było już dość dawno. Ostatni raz, kiedy lubinianie zdobyli punkty strzelając gola w doliczonym czasie gry miał miejsce ponad 3 lata temu. W meczu z Wisłą Kraków do 90. minuty było 1:1, a mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Zagłębia.
Idąc tym tropem, dla Piotra Stokowca też jest to nowa sytuacja w roli trenera Zagłębia. Pierwszy raz udało się wydrzeć punkty w tak dramatycznych okolicznościach. Owszem, gole w doliczonym czasie gry już się zdarzało strzelać, ale do tej pory były to gole z czasów pierwszej ligi dobijające rywali, a ich autorem był Michal Papadopulos.
Do tej pory rok 2017 dla Zagłębia nie jest dobry. Wyniki osiągane przez nasz klub są zdecydowanie poniżej oczekiwań. Tak jak zawsze starałem się szukać pozytywów w grze, tak w tym roku nie było do czego się odnieść. I trafił się taki mecz z Cracovią. Tutaj zgadzam się z tym, co powiedział trener Stokowiec na konferencji: - Może to jest ten moment przełomowy dla drużyny, bo wyszliśmy z naprawdę ciemnej uliczki. Cieszę się, że zakończyło się to remisem i bardzo liczę na to, że to jest ten moment na zmianę Zagłębia, jeśli chodzi o nasze wyniki.
Takie spotkanie musi dać pozytywnego kopa zawodnikom. Atmosfera w szatni również powinna się poprawić. Panowie, dzięki za walkę! Dzięki za to, że jako jedyni na stadionie wierzyliście, że w tym meczu można coś ugrać!
Zobacz także:
- Oceń piłkarzy za mecz Zagłębie Lubin 1:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
- Statystyki: Zagłębie Lubin 1:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
- Pomeczowy komentarz trenera Marcina Brosza
- Leszek Ojrzyński: Musimy się pozbierać
- Skrót meczu: Zagłębie Lubin 1:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
źródło: