Trudno spotkanie z Wisłą Płock ubrać w komplementujące zawodników Zagłębia słowa. Ich występ mógł z pewnością stanowić podkład pod reklamę środka nasennego o mocnym działaniu. No cóż, takie mecze też się zdarzają. Ale futbol jest taki, że niemal natychmiast daje ci szansę na przełamanie. W piątek do Lubina zawita zespół, który nie pękł przed Realem Madryt i z ultra trudnej grupy w Lidze Mistrzów zdołał się wdrapać do Ligi Europy. Który w ostatnim czasie prowadził w miarę równorzędne boje z Ajaksem Amsterdam. Ale obecny wizerunek Legii w głównej mierze klarują dwa ostatnie mecze ligowe, rozegrane przy Łazienkowskiej 3. Klęska z Ruchem Chorzów i remis z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza wprawiły warszawskie otoczenie w uczucie niepokoju.
Halo Warszawa
Do meczu z Zagłębiem Legia przystąpi po normalnym, tygodniowym, okresie treningowym. Kto wie, czy ta chwila odpoczynku nie będzie dla „Wojskowych” punktem zwrotnym w trudnym momencie. Forma fizyczna zespołu to bowiem pierwszy zarzut, który kibice i eksperci wskazują jako powód niemocy Legii. Jeśli dodamy do tego nędzną dyspozycję formacji ofensywnych mistrza Polski, głównie linii ataku, to mamy obraz faworyta o dość wątłych argumentach. Do Lubina wraca Maciej Dąbrowski. Wygrał rywalizację z Jakubami: Rzeźniczakiem i Czerwińskim i partneruje Michałowi Pazdanowi od początku rundy. Trzeba przyznać, że prezentował się co najmniej nieźle. Z ostatniego meczu z Niecieczą wyeliminowała go kontuzja i nie wiadomo, czy zagra w piątek. Na pewno miło go będzie zobaczyć na stadionie Zagłębia. Podobna wątpliwość towarzyszy Kubie Rzeźniczakowi. Defensywa złożona z Adama Hlouska, Michała Pazdana, Artura Jędrzejczyka i Łukasza Brozia pozwoliła „Słonikom” na wiele i przy lepszej skuteczności wynik mógłby inny. Trener Jacek Magiera ciągle szuka optymalnego rozwiązania. Trudno przepowiadać czy w linii ataku zagra Tomas Necid, który z pewnością gra poniżej swojego potencjału, czy np. Miroslav Radović. A może Kasper Hamalainen? Możliwości Legii są wielkie jak na polską ligę.
Potrzeba konkretu
Solidny rywal to doskonała okazja, żeby wyzwolić drzemiącą jak na razie siłę zespołu Piotra Stokowca. Spotkania z Arką i Wisłą Płock należy kategoryzować, jako bardziej zaangażowane sparingi/ Spotkanie w Płocku przypomniało w jakimś sensie rywalizację derbową ze Śląskiem. Zagłębie objęło prowadzenie, niby grało lepszą piłkę, ale konkretniejsi okazali się rywale. Konkret. Tego brakuje najbardziej. Zagłębie gra ostatnio futbol kunktatorski. Taki, którego celem nie jest zrobienie krzywdy rywalowi. A chodzi o to, żeby rywala trzymać, jak już się go ukąsi. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że w piątek przyjeżdża rywal o zupełnie innej piłkarskiej klasie. Ale to z obowiązku konkretyzowania swoich poczynań nie zwalnia piłkarzy Zagłębia. Ba, tego konkretu będzie potrzeba jeszcze więcej. Może się bowiem okazać, że będziemy mieli dwie-trzy sytuacje do strzelenia bramki. I trzeba je będzie wykorzystać. O potrzebie konkretnej gry w defensywie nawet nie trzeba wspominać. Od początku rundy środek pola stanowią młode wilki: Jarosław Kubicki i Filip Jagiełło. O ile ich pierwsze połówki wchodzą nieźle, o tyle w drugiej trochę znikają z radarów. Widać to szczególnie w przypadku Filipa, który był bardzo aktywny w Płocku, często podchodził pod stoperów by „zabrać” im piłkę, za chwilę szarżował na lewym skrzydle. W drugiej połowie już tak efektownie nie było, co skończyło się zmianą. Trochę pod formą jest też Filip Starzyński, w którego grze brakuje polotu, zmysłu kreacji, niekonwencjonalnych zagrań. Jakby grał na zaciągniętym hamulcu, co skutkuje zaciągniętym hamulcem całego zespołu. Inna sprawa, że „Figo” nawet bez formy miał udział w każdej bramce, którą Zagłębie zdobyło w tym roku. W Zagłębiu nie ma wielkich niewiadomych, jeśli chodzi o obsadę meczowej osiemnastki. Jedyne wątpliwości dotyczą Adama Buksy – nie wiadomo czy zdążył wyleczyć uraz, którego nabawił się w meczu z Arką Gdynia. Wiemy, że na pewno nie zagra Konrad Forenc, który przeszedł zabieg usunięcia części łąkotki.
Nowi do boju?
W kadrze na spotkanie z Legią znajdzie się na pewno Zbigniew Małkowski. 39-letni bramkarz po odejściu z Korony Kielce trenował indywidualnie i jak sam zapewnia, jest gotowy do walki o punkty w naszym klubie. Dla tak doświadczonego bramkarza nawet dwumiesięczna przerwa nie powinna stanowić większego problemu. Wiele wskazuje na to, że Kamil Mazek również znajdzie się w osiemnastce na mecz z Legią, której jest wychowankiem.
Notatka z historii
Zagłębie nie przegrało dwóch ostatnich meczów z Legią. Co więcej, Zagłębie wygrało dwa ostatnie mecze z Legią. Historia pojedynków przemawia jednak za zespołem mistrza Polski. Najbliższe spotkanie będzie 55. rywalizacją na poziomie ligowym. Legia wygrała 26 spotkań, 10 meczów wygrało Zagłębie, 18 razy padł remis. W Lubinie Legia też ma niezłe statystyk: 11-8-8. Pamiętajcie – piątek, godzina 20:30 – WIELKIE ZAGŁĘBIE vs. Legia! Może być lepszy pomysł na rozpoczęcie weekendu? bjmarchew
źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)