mkszaglebie.pl

Przed meczem Zagłębia z Arką Gdynia porozmawialiśmy z Krzysztofem Wenclem, redaktorem serwisu Arkowcy.pl. Zapytaliśmy między innymi o: cele Arki w bieżącym sezonie, kryzys gdyńskiego zespołu, a także to, jakiego meczu możemy spodziewać się w środę. Zapraszamy do lektury.

Jakie jest Wasze nastawienie do rozgrywek Pucharu Polski? Z jednej strony domyślam się, że priorytetem jest liga, a z drugiej największe sukcesy Arki ostatnich lat przypadają właśnie na pucharowe osiągnięcia…

- W deklaracjach trenerów i zawodników od początku sezonu dominuje twierdzenie o ciągnięciu dwóch srok za jeden ogon – celem miał być zarówno awans do Ekstraklasy, jak i zajście jak najdalej w Pucharze Polski. Zwłaszcza, że – tak jak wspomniałeś – w ostatnich latach rozgrywki pucharowe kojarzą nam się doskonale, na przestrzeni czterech lat Arka raz zdobyła trofeum, a trzykrotnie grała w finale. W tej chwili wizja awansu mocno się jednak oddaliła. W środę spodziewam się więc drużyny, która nie będzie kalkulować i oszczędzać sił na ostatnie ligowe spotkanie w tym roku. Awans do ćwierćfinału kosztem Zagłębia byłby na ten moment wielką sensacją i częściowym – podkreślam, częściowym – poprawieniem humoru kibicom po bardzo bladej jesieni. Nie wyobrażam sobie, żeby zawodnicy nie walczyli z całych sił o taki rezultat.

Arka zajmuje aktualnie 9. lokatę z dorobkiem 26 oczek. Jak oceniłbyś ten dorobek po dwudziestu kolejkach? Wiem, że nastroje w Gdyni nie są najlepsze. Krytykowany między innymi: styl gry gdynian.

 - Wyniki nie są słabe – one są bardzo słabe. Arka gra zupełnie nieproporcjonalnie do potencjału, jakim dysponuje. Kadra drużyny pod względem personalnym wygląda bardzo solidnie, jak na pierwszoligowe realia wręcz mocno. To są piłkarze, którzy mają umiejętności, potrafią swoim indywidualnym błyskiem przesądzać losy meczów, do tego w większości są młodzi i mają przed sobą ogromne perspektywy rozwoju. Tymczasem na boisku zawodzą na całej linii. Arka po 19. kolejce ma na koncie 9 porażek. Dziewięć. Przegrała prawie połowę spotkań. W Gdyni mamy ciągle w pamięci rewelacyjny sezon 2015/2016 zakończony awansem do Ekstraklasy pod skrzydłami Grzegorza Nicińskiego. Wtedy przez całe rozgrywki żółto-niebiescy ponieśli tylko trzy porażki, ostatnią jeszcze w październiku. W tej chwili tych przegranych jest już trzykrotnie więcej, a zespół nie rokuje nadziei na jakąś spektakularną passę triumfów. W drużynie brakuje schematów. Wspomniałeś o stylu – za kadencji Dariusza Marca paradoksalnie Arka grała ładnie dla oka, stwarzała sobie wiele sytuacji podbramkowych. Problem tkwił natomiast w wykorzystywaniu okazji. Nastąpiła zmiana szkoleniowca, moim zdaniem słuszna – zespołowi potrzebny był impuls dla głowy, odblokowanie mentalne, powiew świeżości, złapanie luzu pod bramką przeciwnika. Misję tę powierzono jednak Ryszardowi Tarasiewiczowi, który póki co zawodzi na całej linii – Arka wciąż nie wygrywa, a do braku rezultatów teraz doszedł jeszcze brak stylu, bo gdynianie mają w tym momencie olbrzymie kłopoty z tworzeniem sobie okazji podbramkowych. Jeżeli dodamy do tego katastrofalne błędy indywidualne w defensywie, naszym oczom ukaże się obraz bardzo mizerny.

Sytuacja w tabeli jest zła, ale nie na tyle, by zapomnieć o walce o awans. Widać gdzieś światełko w tunelu?

 - W tym momencie jest o nie trudno. O pierwszych dwóch miejscach gwarantujących bezpośredni awans już zapomnieliśmy. Teraz celem są baraże, ale i do nich tracimy na tę chwilę cztery punkty, co oznacza, że potrzebujemy jednej serii zwycięstw, żeby doszlusować do strefy barażowej, i drugiej, żeby się w niej umocnić. Czy to możliwe? Przekonamy się już w rundzie wiosennej, która będzie stanowić nowe rozdanie w I lidze.

Z czego wynikają problemy Arki? Spotkałem się z opinią, że zespołowi brakuje liderów, że jest rozbity. Zapewne problem jest złożony…

- Niekwestionowanym boiskowym liderem jest w tym sezonie Hubert Adamczyk, reżyser gry ofensywnej, autor sześciu goli i siedmiu asyst. Tyle, że w Sosnowcu odniósł kontuzję i w tym roku na boisku już go nie zobaczymy. W tym momencie rzeczywiście wychodzi brak liderów, co było zresztą widoczne też w spotkaniach, w których Adamczyk miał gorszy dzień – nikt wówczas nie zastępował go w ciągnięciu tego wózka. Pojedyncze błyski prezentują Olaf Kobacki, Karol Czubak czy Mateusz Stępień, ale to wciąż zawodnicy bardzo młodzi, od których trudno oczekiwać, żeby wzięli na swoje barki całość odpowiedzialności za drużynę. Z tej roli powinien wywiązywać się kapitan Michał Marcjanik, ale on piłkarsko jest z formą w lesie, a jest też faktem, że środkowy obrońca nie ma tak mocnego charakteru, by wstrząsnąć zespołem wtedy, kiedy jest to potrzebne. Tak jak powiedziałeś, problemów jest więcej – w ofensywie brakuje mechanizmów, które działałyby automatycznie, nie ma wypracowanych schematów między dwójkami-trójkami piłkarzy, czegoś powtarzalnego, co zawodnicy mogliby zagrać na pamięć. W defensywie zmorą są błędy indywidualne. Zresztą w ogóle ciężko oprzeć się wrażeniu, że kiedy rywal wjeżdża z piłką w nasze pole karne, obrońcy wpadają w panikę i dostają małpiego rozumu. Atmosfera w klubie też nie jest tak dobra, jak bywała w poprzednich latach. W ostatnich kolejkach w grze piłkarzy nie widać zaangażowania i ambicji. Panuje ogólny marazm.

Sporo obrywa się także Ryszardowi Tarasiewiczowi. Tu widzę analogie pomiędzy Arką a Zagłębiem. W Lubinie chyba wszyscy zwątpili już w projekt Zagłębie Dariusza Żurawia.

 - Rzeczywiście, kiedy ogląda się mecze Zagłębia w Ekstraklasie, to trudno dostrzec kierunek, w jakim idzie ta drużyna. Mam wrażenie, że Miedziowi nie uczą się na błędach, bo w kolejnych meczach tracą bramki w podobny sposób. Mimo wszystko pozostają jednak zdecydowanym faworytem środowej potyczki, bo Arka tkwi w kryzysie, a Tarasiewicz nie ma pomysłu na wyrwanie jej z tego letargu. Na ,,dzień dobry” po powrocie na ławkę trenerską po 1,5-rocznej przerwiezmienił ustawienie z preferowanego przez Dariusza Marca 3-5-2 na klasyczne 4-5-1, ale to jedyny lifting, jaki można szkoleniowcowi przypisać jako autorski pomysł. Kiedy Tarasiewicz trafiał nad morze, obawiałem się skostniałego warsztatu trenera, który w ostatnim okresie wypadł z karuzeli. Półtora roku bez pracy w tak dynamicznie rozwijającym się świecie piłki to jednak długi czas. Moje obawy niestety się potwierdzają. Gra Arki przypomina w tym momencie okrutnie brzydką szarpaninę. Jest problem z wychodzeniem na pozycje, z tempem gry, z uruchamianiem wolnego kolegi, z przemieszczaniem się.

Całkiem nie najgorsze liczby notuje chociażby Karol Czubak? Na kogo spośród obecnej kadry Arki warto zwrócić szczególną uwagę? 

- Czubak miał dobry czas w sierpniu-wrześniu. Był wtedy w gazie, strzelił 6 goli, wykazywał się przyzwoitą regularnością. W ostatnim dniu okienka transferowego na ponowne wypożyczenie do Gdyni trafił jednak Maciej Rosołek i to piłkarz Legii z miejsca otrzymał miejsce w wyjściowym składzie, a Czubak wylądował na ławce rezerwowych. Wyraźnie wybiło go to z rytmu, bo w roli dublera się nie wyróżnia, a kiedy w ostatnich tygodniach ponownie był wystawiany w podstawowej jedenastce, to też rozczarowywał. Dziwi jednak odsunięcie go w chwili, w której szło mu bardzo dobrze. Przed meczem z Zagłębiem pięciu zawodników z podstawowego składu zmaga się z kontuzjami i w środę na boisku się nie pojawi – chodzi tu o Huberta Adamczyka, Sebastiana Milewskiego, Olafa Kobackiego, Mateusza Stępnia i Rosołka. Tak na dobrą sprawę, to w zasadzie cały trzon zespołu, który na co dzień jest odpowiedzialny za konstruowanie gry ofensywnej. Wobec takiego szpitala wewnątrz drużyny trudno w ogóle przewidzieć, kto w środę wybiegnie na murawę. W roli playmakera Tarasiewicz obsadzi Christiana Alemana, ale Ekwadorczyk zawodzi. Silnym punktem powinien być za to Kacper Krzepisz, broniący bramki Arki w rozgrywkach Pucharu Polski.

W których aspektach „Miedziowi” będą musieli się mieć na baczności? W których aspektach Arka jest najmocniejsza?

- W ostatnich trzech meczach ligowych ofensywa Arki praktycznie nie istniała. Jeżeli już udawało się stworzyć jakieś zagrożenie pod bramką rywala, to szło ono ze skrzydeł albo po stałych fragmentach gry, ale podkreślam, że mówimy tu o kropli w morzu potrzeb. Dotychczas siłą żółto-niebieskich były indywidualne błyski Adamczyka, Kobackiego, Czubaka czy Stępnia. W tej chwili większość tych piłkarzy znajduje się poza orbitą dostępności dla Tarasiewicza.

Odwróćmy pytanie - a gdzie możemy poszukać pięty achillesowej zespołu z Gdyni?

- Jeżeli weźmiemy pod lupę całą rundę (a nie tylko ostatnie tygodnie, w których nie funkcjonuje prawie nic) – wskazałbym tutaj grę defensywy. Od początku sezonu nasi obrońcy popełniają karygodne błędy indywidualne, które nierzadko przesądzają o wyniku. Mają też problem z wyprowadzeniem piłki.

Jakiego meczu spodziewasz się w środę? Wymiany cios za cios, czy może wyrachowanego, pragmatycznego futbolu?

Jeżeli Arka szybko straci gola, to obawiam się, że kolejne bramki dla Zagłębia będą już wpadać bardzo łatwo. Natomiast jeśli żółto-niebiescy przetrzymają pierwsze pół godziny bez straty bramki, to wszystko jest możliwe. Jesteśmy świadomi różnicy potencjałów – nawet jeśli Zagłębie znajduje się w kryzysie, to wciąż jest to drużyna z wyższego poziomu rozgrywkowego, która ma papiery na granie o znacznie wyższe cele niż dzieje się to w tym momencie sezonu. Dlatego gdynianie na pewno nie ruszą w sposób natarczywy w kierunku bramki Miedziowych od pierwszego gwizdka. Podejrzewam, że z naszej strony będzie to raczej czekanie na błąd lubinian. Życzę nam wszystkim dobrego meczu, Arka Gdynia & Zagłębie.

Arka Gdynia - Zagłębie Lubin

Stadion Miejski w Gdyni 01-12-2021, 17:15
Fortuna Puchar Polski, 1/8 finału

(2:1)
(2:0)
źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

Dodaj komentarz

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!

KOMENTARZE (2)



01.12.2021 15:44
Hwudepe (Gość)
wzl1962 Spotkanie jest transmitowane na polsat sport extra od 17:05, a do Gdyni możesz jechac na własną ręke.
processing comment
30.11.2021 15:43
wzl1962 (Gość)
Nikt nie organizuje wyjazdu a czy gdzies bedzie mozna ten kabaret (Żuraw show) ogladac
processing comment