Leszek Ojrzyński (trener Zagłębia Lubin)
- Przede wszystkim gratulacje dla gospodarzy za zwycięstwo i wywalczenie brązowego medalu. My mieliśmy swój cel - chcieliśmy tu wygrać, bo wciąż wierzyliśmy, że możemy osiągnąć coś naprawdę dużego. Tym bardziej boli ten wynik, bo mieliśmy swoje sytuacje. Powiem szczerze, że nie pamiętam, czy zagraliśmy kiedyś lepszą drugą połowę. Mieliśmy trzy znakomite okazje, rzut karny, dwóch naszych napastników dochodziło do sytuacji głową, ale uderzenia były zbyt nieprecyzyjne i bramkarz sobie poradził.
- W drugiej połowie bardzo często byliśmy w polu karnym rywala, mieliśmy dużo kontaktów z piłką i szkoda, że żadna bramka nie padła, bo wtedy ten mecz mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Tak naprawdę to my nadziewaliśmy się później na kontry.
- W pierwszej połowie naszym celem było nie stracić gola, a tak naprawdę sami go sprezentowaliśmy. I to boli najbardziej, bo nie zostaliśmy rozklepani jakąś fantastyczną akcją. Walczyliśmy do końca, nawet w doliczonym czasie było gorąco pod bramką gospodarzy, ale zabrakło skuteczności. Wiedzieliśmy, że remis nic nam nie daje, ale jedna bramka mogła całkowicie odmienić losy tego spotkania.
- Zmianami próbowaliśmy ratować mecz. Jeden ze zmienników, Jakub Sypek, od razu został sfaulowany przy sytuacji z rzutem karnym, później kolejny miał świetną okazję. Wracając jeszcze do pierwszej połowy - mieliśmy też sytuację po stałym fragmencie, kiedy Michał Nalepa zamykał akcję, ale nie trafił do bramki.
- Tyle sytuacji z tak mocnym rywalem, a na liczniku zero. To naprawdę boli. Musimy jednak iść dalej. To był dla nas bardzo trudny sezon, pełen problemów, ale jakoś dotrwaliśmy do końca. Sam fakt, że w ostatniej kolejce walczyliśmy jeszcze o tak wysokie cele, świadczy dobrze o drużynie. Chłopaki walczyli do ostatniego gwizdka i za to należą im się słowa uznania.
- Nie chcę się za bardzo rozwodzić nad problemami kadrowymi, ale prawda jest taka, że zabrakło nam wielu ważnych zawodników. W tamtym roku miałem ich do dyspozycji, teraz doszły kontuzje Ławniczaka, Jakuby, Diaza - to praktycznie pół drużyny. Do tego młodzi zawodnicy musieli szybciej wejść do gry. Gdybyśmy byli w pełnym składzie, pewnie moglibyśmy wycisnąć z tego sezonu jeszcze więcej.
- Musimy jednak przyjąć to, co się wydarzyło, i dalej pracować. Potrzebujemy do tego także odpowiednich warunków. Zimą mieliśmy bardzo trudne warunki do treningów i mam nadzieję, że przed kolejną zimą doczekamy się lepszej infrastruktury - choćby podgrzewanego boiska albo nowego sztucznego. To wszystko się nawarstwiało i być może zabrakło nam właśnie tego ostatniego kroku, żeby jeszcze bardziej osłodzić ten sezon.
- Kończymy rozgrywki na siódmym miejscu i trzeba to uszanować. Teraz trzeba już myśleć o kolejnym sezonie. Wielu zawodnikom kończą się kontrakty i te tematy również trzeba będzie w najbliższym czasie pozamykać.
