Rozbudzone apetyty
Włodarze Zagłębia niejednokrotnie powtarzali, że jednym z celów na miniony sezon było zerwanie z dotychczasową łatką, która przylgnęła do klubu. Latem poprzedniego roku sięgnięto w Lubinie głęboko do portfela. Z duńskiego Aarhus GF „Miedziowi” wykupili Dawida Kurminowskiego, z Rakowa Częstochowa Mateusza Wdowiaka, z Pogoni Szczecin Damiana Dąbrowskiego, z Resovii Marka Mroza, a z Dynama Kijów wypożyczyli Serhija Bułecę, który w przeszłości błyszczał w ukraińskich młodzieżówkach. Ponadto Zagłębie przedłużyło kontrakt z Sokratisem Dioudisem, a także sprowadziło Juana Munoza, czyli piłkarza, który zaliczył epizod w LaLiga i ma na swoim koncie blisko 200 spotkań na drugim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. Jako wolny zawodnik z lubińskim klubem związał się też Michał Nalepa. Na papierze kadra „Miedziowych” prezentowała się naprawdę solidnie. Dużym kredytem zaufania obdarzony został trener Waldemar Fornalik.
Początek sezonu był dla lubinian przyzwoity, jeżeli chodzi o wyniki, ale z drugiej strony trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Zagłębie punktowało ponad stan. Mecze z Ruchem Chorzów, Śląskiem Wrocław, Puszczą Niepołomice były, kolokwialnie mówiąc, przepchane kolanem. Wygrywanie spotkań, w których nie wszystko układa się po myśli to ważna umiejętność, aczkolwiek w grze „Miedziowych” ewidentnie brakowało błysku. Pragmatyzm, z którego znany jest trener Fornalik, stał się w pewnym momencie bolączką lubińskiej ekipy. Zagłębie stało się nudne i przewidywalne. To jeden z największych problemów, z jakimi zmagają się „Miedziowi”. Lubinianie zwyczajnie nie budzą większych emocji.
Jeżeli przeanalizujemy trzy ostatnie kampanie w wykonaniu Zagłębia, jak na dłoni dostrzec można newralgiczny dla „Miedziowych” moment każdej edycji rozgrywek. Przełom października i listopada to czas, w którym w ostatnich latach lubinianie notowali regres formy. Podobnie było też w trakcie minionego sezonu, kiedy Zagłębie zanotowało serię pięciu meczów bez wygranej z rzędu. W tamtym czasie podopieczni Waldemara Fornalika doznali też dotkliwych porażek z Jagiellonią (0:3), a także Rakowem (0:5). Były to spotkania, które dobitnie pokazały, jak dużo „Miedziowym” wciąż brakowało, żeby nawiązać rywalizację z wyżej notowanymi rywalami.
Suma szczęścia prawie zawsze równa jest zero. Rezultaty ponad stan z września zestawione z dołkiem, w jaki Zagłębie wpadło później, dają nam obraz przeciętności lubinian.
Przeciętna wiosna
Zimą z ust przedstawicieli pionu sportowego Zagłębia, a także ówczesnego prezesa Michała Kielana, usłyszeć można było zapowiedzi, dotyczące wiosen Waldemara Fornalika. Prawdą jest, że między innymi w Piaście Gliwice 61-letni szkoleniowiec regularnie notował lepsze wyniki w rundach wiosennych, niemniej jednak nie było zbyt wielu przesłanek ku temu, aby sądzić, że w Lubinie będzie tak samo. Sytuacja ta pokazuje też krótkowzroczność włodarzy „Miedziowych”, którzy szansy na dobry wynik osiągnięty w tej edycji rozgrywek upatrywali w mitycznych wręcz wiosnach trenera, który korzystne rezultaty odnosił w zupełnie innym otoczeniu. Nie było planu, jak wzmocnić drużynę. Zimą nie podjęto, praktycznie rzecz biorąc, żadnych działań, aby podnieść poziom sportowy zespołu. Efekt był taki, że w pewnym momencie rundy wiosennej widmo włączenia się do walki o utrzymanie zajrzało lubinianom delikatnie w oczy. Ot, „Miedziowi” raz wygrali, raz przegrali, raz zremisowali. Zagłębie od kilku sezonów zalicza się do grona tych ekip, których wyniki czasem wydają się być wyciągnięte z maszyny losującej.
Lepsze rezultaty przyszły pod koniec sezonu, kiedy podopieczni Waldemara Fornalika zanotowali cztery wygrane z rzędu. Tyle tylko, że były to zwycięstwa, które niewiele gwarantowały. No chyba, że potraktujemy poważnie walkę o 8. miejsce, o które co roku przecież rywalizację toczą lubinianie. Ani przez moment w ostatniej rundzie Zagłębie Lubin nie przybliżyło się do zrobienia kroku naprzód, a opowieści o wiosnach były jedynie zasłoną dymną.
Brak rozwoju drużyny
Jednym z kamyczków do ogródka Zagłębia jest brak rozwoju drużyny jako kolektywu. Trudno wszak wskazać choćby jeden aspekt gry lubinian, o którym moglibyśmy powiedzieć, że zauważalnie się poprawił. Zespoły prowadzone przez Waldemara Fornalika do tej pory często kojarzyły się z poukładaną defensywą, a także bazowaniem na szybkich atakach z wykorzystaniem faz przejściowych. Tymczasem „Miedziowi” często, w szczególności w meczach przed własną publicznością, prezentowali atak pozycyjny, z którego niewiele wynikało. Fakt faktem, że lubinianom rzadziej przydarzają się błędy w defensywie, ale to wciąż za mało. W Zagłębiu brakuje DNA, czegoś w grze, z czym moglibyśmy utożsamiać tę ekipę. „Miedziowi” są bezbarwni, nijacy, bezpłciowi. Często można odnieść wrażenie, że wszystko zależy od dyspozycji dnia liderów.
Gra podopiecznych Waldemara Fornalika opiera się w znacznej mierze na indywidualnych umiejętnościach poszczególnych zawodników, co do których nikt nie ma raczej większych wątpliwości, że drzemie w nich spory potencjał. W minionym sezonie, a przede wszystkim wiosną, na piedestał wybijali się Kacper Chodyna i Dawid Kurminowski. Ten duet miał swój bezpośredni udział przy 29 bramkach. Twardy orzech do zgryzienia będzie miał pion sportowy „Miedziowych”, albowiem wiadomo już, że ten pierwszy latem przeniesie się do Legii. Na zapytania z zagranicznych klubów nie może także narzekać Kurminowski. Gdyby lubinianie latem stracili obydwóch graczy, siła rażenia w ofensywie zmniejszyłaby się drastycznie. Tym bardziej, że następców efektywnego skrzydłowego i napastnika w obecnej kadrze „Miedziowych” za bardzo nie ma.
Zagłębie stoi w miejscu. Na próżno doszukiwać się jakichś rozwiązań taktycznych, które są powtarzalne i zostały zaimplementowane w minionym sezonie. Gdybyśmy porównali „Miedziowych” z końcówki sezonu 2022/23 do tych obecnych, nie byłoby większej różnicy. Jest to o tyle wymowne, że Waldemar Fornalik i spółka otrzymali mnóstwo czasu, aby wypracować i pokazać własne oblicze lubińskiego zespołu.
Co z lubińską młodzieżą?
Włodarze Zagłębia Lubin regularnie podkreślają, jak istotne z perspektywy finansów i organizacji klubu, jest promowanie młodzieżowców. W sezonie 2023/24 w miedziowych barwach zadebiutował wyłącznie jeden taki zawodnik. Szymon Weirauch w pierwszych kolejkach wskoczył do wyjściowego składu ekipy prowadzonej przez Waldemara Fornalika, niemniej jednak wynikało to przede wszystkim z kontuzji, którą leczył Sokratis Dioudis. Wielce prawdopodobne jest, że gdyby grecki golkiper był zdrowy, to Weirauch w dalszym ciągu czekałby na debiut na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce.
Najwięcej występów na ekstraklasowych boiskach w sezonie 2023/24 zaliczyli Tomasz Pieńko i Bartłomiej Kłudka, czyli piłkarze, którzy jak na swój wiek zebrali już spore doświadczenie. Tyle że był to dla nich czas kompletnie nieudany. Pieńko w 32 meczach zanotował zaledwie jedną asystę. A przecież wydawało się, że zakończona przed tygodniem kampania może być dla ofensywnego pomocnika tą, w której mocniej zaakcentuje on swoją obecność w pierwszym zespole Zagłębia. U 20-latka nie widać rozwoju pod kątem deficytów, które dostrzegaliśmy już wcześniej. Pieńko ma spore problemy z decyzyjnością w kluczowych momentach, coraz rzadziej wykorzystuje jeden ze swoich największych atutów, jakim jest szybkość połączona z niezłym dryblingiem, często znika z radarów, zakładając czapkę niewidkę.
Podobnie ma się sytuacja, jeżeli chodzi o Bartłomieja Kłudkę, który ma spore problemy w grze obronnej. Wychowankowi Zagłębia zdarza się popełniać niewymuszone błędy przy traconych bramkach, dlatego nie ma się co dziwić, że trener Fornalik rotuje na prawej stronie defensywy, gdzie występowali także Mateusz Grzybek i Bartosz Kopacz. Sedno sprawy jest jednak inne. Mianowicie powszechnie wiadomo, że Waldemar Fornalik nie jest szkoleniowcem, który za cel obiera sobie promowanie młodzieży. Przynajmniej do tej pory tak nie było. Sezon 2023/24 był dla Bartłomieja Kłudki i Tomasza Pieńki nieudany, żeby nie powiedzieć stracony. W każdym razie na pewno nie poczynili oni zauważalnego progresu.
Nie mówiąc już o tym, że w ostatnich kolejkach, kiedy Zagłębie grało de facto o nic, Waldemar Fornalik dalej oszczędnie korzystał z młodzieżowców. Dobitnie brak konsekwencji pod tym względem ukazuje scena ze studia przedmeczowego przed spotkaniem z Legią, kiedy dyrektor Burlikowski został zapytany, czy nie brakuje mu wychowanka w składzie. Odpowiedź była twierdząca. Trudno znaleźć sensowne wytłumaczenie takiego podejścia trenera Fornalika. Nie będzie wszak najprawdopodobniej w najbliższym czasie lepszej okazji do tego, aby sprawdzić piłkarzy, którzy aspirują do gry w pierwszym zespole. Skoro „Miedziowi” na każdym kroku chwalą się szkoleniem, to wypadałoby, żeby zaufanie do młodzieży było większe. W zeszłym sezonie Zagłębie Lubin nie wypromowało żadnego wychowanka.
Sezon do zapomnienia
Za Zagłębiem edycja rozgrywek, po której dyskusje o lubińskim klubie znów toczą się z przymrużeniem oka. Sytuacja Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław pokazała, jak niewiele potrzeba było względem poprzednich sezonów, żeby w tym roku święcić triumfy. Jest to kolejna kampania, która potwierdza, że „Miedziowi” są klubem, w którym zawodnicy przypominają syte koty z popularnego ostatnimi czasy w uniwersum polskiej piłki mema. Niewiele na chwilę obecną zwiastuje, że ulegnie to zmianie. Tym bardziej, że z gabinetów dobiegały do nas głosy, że jest całkiem nie najgorzej. Niebawem możemy spodziewać się informacji o przedłużeniu kontraktów z dyrektorem Burlikowskim i trenerem Fornalikiem. W Zagłębiu ciepła woda dalej będzie płynęła z kranu.
