Od samego początku meczu to Zagłębie Lubin prezentowało się znacznie lepiej od rywala. "Miedziowi" konstruowali ataki, ciekawie operowali piłką i starali się znaleźć drogę do bramki Zlatana Alomerovicia. Lechia z kolei była zagubiona, przytrafiały się jej proste błędy w rozegraniu czy przyjęciu, dzięki czemu nasi piłkarze przerywali akcje rywali nieopodal środka boiska.
W 27. minucie wyszliśmy na prowadzenie. Bartosz Slisz dograł do Sasy Zivca, słoweński skrzydłowy pobiegł w kierunku linii pola karnego, w swoim stylu oddał mierzony strzał, po którym piłka wylądowała w okienku bramki Lechii.
W kolejnych minutach obraz gry się nie zmienił. Karty nadal rozdawało Zagłębie Lubin i kontynuowało plan na ten mecz.
W 43. minucie meczu główkę wygrał Damian Oko, z piłką popędził Damjan Bohar, wyczekał w polu karnym na odpowiedni moment i oddał strzał w długi róg bramki Alomerovicia podwyższając prowadzenie na 2:0. Na przerwę schodziliśmy więc z dwubramkowym prowadzeniem.
Niestety kwadrans oddzielający obie połowy okazał się kluczowy. Z powodu kontuzji musiał zejść Lubomir Guldan, a jego miejsce zajął Maciej Dąbrowski. To, ile znaczy "Gula" dla zespołu było widać od samego początku drugiej części, bo w obronę wkradła się nerwowość. Należy wspomnieć o tym, że pierwsze pięć minut w naszym wykonaniu nie było jeszcze złe, ale głównie dlatego, że ciężar gry przerzuciliśmy na połowę Lechii.
W 54. minucie rozpoczął się dramat, festiwal błędów i katastrofalna postawa Zagłębia. Gola w tej minucie zdobył Tomasz Makowski, choć na pierwszy rzut oka ciężko dopatrywać się poważnego indywidualnego błędu w szeregach naszego zespołu. Bardziej zabrakło dyscypliny i wskazówek, które gwarantuje wcześniej wspomniany Guldan.
Niestety minutę później było już 2:2. Tym razem nasi obrońcy zachowali się bardzo nieodpowiedzialnie w polu karnym, z czego skorzystał Lukas Haraslin. Słowacki skrzydłowy stojąc oko w oko z Konradem Forencem uderzył w krótki róg wyrównując stan meczu.
Po upływie godziny gry doszło do starcia Bohara z Filą w polu karnym. Sędzia Tomasz Musiał początkowo puścił grę, ale po analizie VAR wskazał na wapno. Powtórki pokazały, że arbiter z Krakowa popełnił bardzo duży błąd, a użycie słowa kompromitacja chyba w tej sytuacji nie jest nadużyciem. Jedenastkę pewnie wykorzystał Portugalczyk Flavio Paixao, przez co z 0:2 w niecałe dziesięć minut zrobiło się 3:2.
Do końca meczu staraliśmy się wyrównać stan meczu, ale ataki "Miedziowych" były apatyczne, chaotyczne i nie przyniosły wielkiego zagrożenia. W 86. minucie meczu sędzia Musiał skompromitował się po raz drugi. Próbujący oddać strzał Sasa Zivec nastąpił na nogę blokującego Tomasza Makowskiego, sędzia odgwizdał faul, pokazał Słoweńcowi żółtą kartkę, jednak po analizie VAR zmienił decyzję i wyrzucił Sasę z boiska, dając mu czerwoną kartkę. Sytuacja nie zasługiwała na czerwoną kartkę, sam poszkodowany od razu po pokazaniu czerwonej kartki Zivcowi żywiołowo podniósł się z boiska.
Mecz ostatecznie zakończył się naszą porażką 2:3. Czy możemy mieć pretensje do sędziego Tomasza Musiała? Możemy. A czy miały one kluczowy wpływ na przebieg meczu? Nie! Gdyby nie podyktowany karny, to prawdopodobnie zamroczone Zagłębie chwile później i tak straciłoby gola z gry.
Szkoda, że pucharowa przygoda Zagłębia Lubin kończy się w takim stylu, bo mieliśmy wszystko na wyciągnięcie ręki.
