Leszek Ojrzyński (trener Zagłębia Lubin)
- Nie jest to ciekawy dzień, ale jeżeli spojrzymy w statystyki, to zdobyliśmy pierwszy punkt w tym roku na własnym stadionie. Straciliśmy jednak dwa oczka w ostatniej akcji meczu, więc tym bardziej to boli. Z przebiegu spotkania byliśmy słabszą drużyną. Nastawiliśmy się na grę obronną. Pierwsze minuty były dramatyczne, ale po pewnym czasie zespół się obudził. Ustawiliśmy trzech szybkich piłkarzy z przodu. Zmieniliśmy pozycje, aby Kajetan Szmyt atakował przestrzeń, a Mateusz Wdowiak z Tomkiem Pieńko zmienili strony. Po takich akcjach zdobyliśmy bramkę, mieliśmy później jeszcze dwie sytuacje. To tyle poza stałymi fragmentami gry. Mieliśmy momenty wysokiego pressingu, ale były one nieudane. Skutecznie graliśmy za to w niskim pressingu, po czym wyprowadzaliśmy kontrataki. Nie utrzymywaliśmy się przy futbolówce, widać było nerwowość, posiadanie piłki było bardzo słabe. Obroną chcieliśmy dowieźć wynik do końca. Liczyliśmy na przebłyski, ale takich nie było. Zbyt mało konkretów. Trojak, który kiedyś pod moją wodzą strzelał tutaj bramkę w końcówce, dziś znów to zrobił. Przy golu popełniliśmy błędy, Bartek Kłudka był faulowany, ale VAR uznał trafienie. Tak to w życiu bywa. Trzeba to przełknąć i myśleć o kolejnych meczach.
- Nasza gra ofensywna wyglądała żałośnie. W defensywie było nieco lepiej – w niskiej obronie staraliśmy się pracować dobrze, ale pressing i automatyzmy w grze wymagają dużej poprawy. Grając w ten sposób, na nasze mecze przyjdzie garstka kibiców, albo ograniczą się do sprawdzenia wyniku. Potrzeba więcej odwagi, kilku strzelonych goli, ale przede wszystkim liczy się utrzymanie. Musimy stopniowo zdejmować ten ciężar i grać według określonych zasad. Takiego meczu jeszcze nie przeżyłem – 50% celnych podań, 24% posiadania piłki – to dramatyczne statystyki, ale musimy je przyjąć na chłodno i patrzeć w przyszłość z optymizmem. Wiem, że sytuacja jest trudna, ale trzeba przez to przejść.
