Jaki jest prawdziwy obraz Zagłębia?
„Miedziowi” są po pierwszych meczach pod wodzą Piotra Stokowca. Choć gra lubinian w żadnym spotkaniu nie porywała, naszym piłkarzom udało się zgarnąć komplet punktów z Wisłą Płock i Termaliką Nieciecza. Z drugiej strony zdarzyły się też zupełnie bezbarwne mecze z Piastem Gliwice i Śląskiem Wrocław, a także totalna kompromitacja w starciu z Wartą Poznań. Razem z naszymi rozmówcami zastanowiliśmy się, jaki jest rzeczywisty obraz Zagłębia. - Uważam, że prawdziwy jest ten bardziej optymistyczny dla lubinian scenariusz. Ja widziałem w tej drużynie rękę Piotra Stokowca, styl charakterystyczny dla jego drużyn. Nie panikowałbym, bo taka gra i takie punktowanie powinno wystarczyć do utrzymania, po którym będzie można postawić grubą kreskę i pomyśleć o nowym rozdaniu - mówi nam Mateusz Rokuszewski, redaktor naczelny serwisu weszlo.com.
O tę samą kwestię zapytaliśmy także Leszka Milewskiego z goal.pl oraz Piotra Janasa z Gazety Wrocławskiej. Ich opinie pokrywają się. A jakie są? - Prawda o tej drużynie nie jest ani mecz z Wisłą Płock, ani z Wartą, bo długofalowo liczyć tutaj należy na współpracę Stokowca z Burlikowskim, a jej owoce mogą być kompletnie niezwiązane z tamtymi występami. Ta wiosna to pewien poligon, wczesny etap czegoś, co może – wreszcie – mieć jakiś charakter - twierdzi Milewski. W podobne tony uderza Janas: - W mojej ocenie wciąż nie wiemy, jaki jest prawdziwy obraz Zagłębia. Chciałbym wierzyć, że ten z meczów z Płockiem i Termaliką, bo na tym można budować. W mojej ocenie Warta to jeden z najbardziej niedocenianych zespołów z grona tych, które są i pewnie będą zamieszane w walkę o utrzymanie.
Wiosenny bilans Zagłębia Lubin to jak dotąd dwa zwycięstwa, dwa remisy i trzy porażki porażki, przy czym nasz terminarz nie należał do najtrudniejszych. „Miedziowi” meczem z Wartą Poznań mogli kupić sobie dużo spokoju. Tymczasem przegrali w fatalnym stylu.
- Oprócz Pogoni Szczecin „Miedziowi” mierzyli się raczej z zespołami z dolnej części tabeli. Porażkę z Legią można było wliczyć w koszta, warszawianie wybitnie nie leżą Zagłębiu, ze Szczecina w zasadzie wszyscy wracają na tarczy. Największym rozczarowaniem jest mecz z Wartą Poznań. Stracenie czterech goli z „Zielonymi” po prostu nie przystoi. Osiem punktów w siedmiu meczach to nie jest wybitny bilans. Choć moim zdaniem oddaje obecny potencjał Zagłębia. Ale można było jeszcze poszukać trzech oczek w którymś ze zremisowanych bezbramkowo spotkań - komentuje Paweł Gołaszewski z Tygodnika Piłka Nożna.
- Warta obnażyła wszystkie braki w ustawieniu Zagłębia, których nie wykorzystywali rywale w poprzednich meczach. Po pierwszym golu „Miedziowi” stracili koncentrację, a w ich grze zapanował chaos. Kilku zawodników miało przebłyski w grze, ale więcej było indywidualnych błędów. Bardzo zawiódł Kacper Chodyna, ale i cała obrona źle ustawiała się na boisku. Sądzę, że dla Zagłębia to ostatni moment na takie porażki - tak kompromitację w meczu z „Zielonymi” komentuje Przemysław Chlebicki, dziennikarz TVP Sport. Podopieczni Dawida Szulczka znakomicie rozegrali „Miedziowych”, wytrącając naszemu zespołowi wszelkie atuty. - Mecz z Wartą rzeczywiście był bardzo wstydliwy, zimny prysznic, bo tym meczem Zagłębie mogło kupić sobie wiele spokoju, a po klęsce wpakowało się w walkę o utrzymanie na dobre. Myślę, że drużynie Stokowca już tak słaby występ w tym sezonie się nie przytrafi. I oczywiście jest jeszcze osiem kolejek do końca sezonu, ale uważam, że kluczowe będzie dla „Miedziowych” sześć najbliższych meczów, w których muszą wypracować bezpieczną przewagę - wypowiada się Maciej Klimek ze stacji Canal+ Sport.
O beznadziejnym meczu z Wartą wspomina także Paweł Gołaszewski, wskazując przy tym realny potencjał „Miedziowych”. - Spotkanie z Wartą było rzeczywiście tragiczne, ale trzeba pamiętać, że na wiosnę były też lepsze mecze jak chociażby ten z Wisłą Płock. Nie chce powiedzieć, że starcie z „Zielonymi” było wypadkiem przy pracy, ale widać było, że drużyna nie dojechała na to spotkanie. Bardzo proste błędy w defensywie, podopieczni Dawida Szulczka w zasadzie zakończyli ten mecz w kilkanaście minut. Myślę, że Zagłębie jest obecnie zespołem na miejsca dziesięć - szesnaście.
Czy Zagłębie Lubin stać było na więcej?
Pamiętając ostatnie sukcesy lubinian, które przypadały przecież na poprzednią kadencję Piotra Stokowca w Zagłębiu, zastanowiliśmy się także, czy „Miedziowych” nie stać było na więcej w pierwszych wiosennych spotkaniach. Przypomnijmy, że na wiosnę Zagłębie zgarnęło osiem oczek. Czyli przeciętnie, bardzo przeciętnie. Jednakże wziąć pod uwagę musimy także wcześniejsze okoliczności bieżącego sezonu - wołającą o pomstę do nieba politykę transferową Artura Jankowskiego, a poza tym fatalną grę za kadencji Dariusza Żurawia. Piotr Stokowiec lepi z tego, co ma oraz z zimowych wzmocnień, które jak na razie ocenić możemy całkiem pozytywnie. Na pełną weryfikację przyjdzie oczywiście czas.
- Właśnie trener Stokowiec ma być przede wszystkim architektem przebudowy, jakiej ta drużyna wymaga po okresie nieudolnych rządów prezesa Artura Jankowskiego i jego doradców. Wówczas skąpiono na niemal wszystkim i liczyło się tylko to, by wydawać jak najmniej, sprzedawać jak najdrożej i przy tym wszystkim mieć stabilną pozycję w tabeli ekstraklasy. Skończyło się zatrudnianiem Panticiów, Solerów itd., więc nie ma co się dziwić, że sytuacja jest, jaka jest - komentuje Piotr Janas.
- Sprowadzając tę kwestię do punktów, to być może spodziewałem się, że Zagłębie będzie miało ich trochę więcej, ale nie jest to jakaś znacząca różnica. Powiedziałbym, że wynosi ze dwa punkty, więc sytuacja byłaby lepsza, ale ciągle Miedziowi nie byliby bezpieczni. Bardzo ciekawy byłem przed rundą, czy Zagłębie ogarnie się na wyjazdach i uważam, że tutaj jakiś postęp można zauważyć - mówi Rokuszewski.
Warto także zauważyć, iż w niektórych meczach mocno szwankowała skuteczność. Chociażby Martin Doleżal miał na nodze piłkę meczową w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, kiedy spudłował z kilku metrów, czy Piastem Gliwice. Poza tym szczęście nie dopisało też w starciu z Legią Warszawa, bowiem „Miedziowi” nie zasługiwali na tak wysoką porażkę. Niewykorzystane sytuacje zauważa Chlebicki. - Skuteczność Zagłębia, szczególnie od meczu ze Śląskiem Wrocław, jest do poprawy. „Miedziowi” w czterech ostatnich meczach zdobyli tylko dwie bramki z rzutów karnych – ani jednej z gry, za każdym razem zaliczając sporo niecelnych strzałów. To często wynikało ze złego ustawienia w polu karnym i jego okolicach, bez względu na to, kto akurat jest na boisku.
- Porażka z Legią, która przecież na wiosnę punktuje bardzo dobrze, była nieco pechowa, bo z sytuacji boiskowych śmiało mogło skończyć się remisem, ze Śląskiem na wyjeździe wykorzystana setka Doleżala i też punktów powinno być więcej. Generalnie widać, że coś drgnęło, ale nie oczekujmy od Piotra Stokowca, że wyciągnie czarodziejską różdżkę i od razu Zagłębie będzie wszystko wygrywać i pięknie grać. Bo tak nie wygląda walka o utrzymanie - dodaje Maciej Klimek.
Pięta achillesowa
Największym problemem „Miedziowych” w bieżącym sezonie jest niewątpliwie obrona. Dość powiedzieć, że Zagłębie straciło jak dotąd 46 goli, co ex aequo z Bruk-Betem stanowi najgorszy wynik w lidze. A przecież w zimowym okienku transferowym zmienił się całkowicie trzon bloku defensywnego - odeszli Aleksandar Pantić, Lorenco Simić i Ian Soler, a do Lubina trafili Aleks Ławniczak, Bartosz Kopacz, Jhon Chancellor. Nie zażegnało to jednak problemów. - Zaorano praktycznie cały środek obrony, oczywiście nie bez przyczyny, bo tych gości będziemy wspominać po latach, ale jako przebierańców. W tej formacji przede wszystkim potrzeba zgrania, automatyzmów. A dodajmy do tego nowego bramkarza, wymieniony środek pola. Kierunek zmian oceniam jako ciekawy, ale nikt nie ma czarodziejskiej różdżki, dzięki której wkomponuje tylu zawodników od pierwszego meczu - odpowiada nam Rokuszewski zapytany o defensywę „Miedziowych”.
I fakt faktem, w grze obronnej bardzo często kluczowe są automatyzmy - rozumienie się bez słów przez liderów formacji, podczas gdy w Zagłębiu doszło do bardzo dużych zmian w ekstremalnie krótkim czasie. Wspomina o tym także Piotr Janas. - Największym problemem jest brak zgrania w niemal zupełnie zmienionej formacji obronnej. Chodzi o pewne nawyki, jakie muszą nabyć stoperzy. Ich brak skutkował tym, że nawet bardzo solidny jak na warunki ekstraklasowe stoper jakim jest Bartosz Kopacz – na dodatek świetnie znający klub i trenera – potrafił zaliczyć taki występ, jak ten z Legią Warszawa. Wydaje mi się, że przez całą karierę nie zagrał gorzej i pewnie już nie zagra. Teraz ma nowego partnera, który na papierze wygląda bardzo solidnie, zresztą w pierwszych meczach także mi się podobał. Mam na myśli Johna Chancellora, reprezentanta Wenezueli. Wprawdzie spotkanie z Wartą mu nie wyszło, ale to wynika z braku zgrania i mądrym wykorzystaniu tego faktu przez ekipę z Poznania, a nie braku umiejętności czy złej formy.
Punkt zaczepienia
Niemniej jednak już od samego początku gołym okiem dostrzec możemy pozytywne aspekty powrotu Piotra Stokowca. Odkryciem wiosny jest oczywiście Łukasz Łakomy. Poza tym okazało się, że istnieje życie po Dominiku Hładunie. Pomimo że Kacprowi Bieszczadowi zdarzyła się wpadka w postaci meczu z Wartą, to niespełna 20-letni golkiper daje nadzieje na przyszłość. Wszak w trzech na pięć meczów zdołał on zachować czyste konto. Wraz z naszymi rozmówcami zastanowiliśmy się także, czy jest jakiś punkt zaczepienia, w którym ekipa Piotra Stokowca może doszukiwać się pozytywów. Najczęściej wymieniani byli właśnie Łakomy i całościowo środek pola Zagłębia, który rzeczywiście prezentuje się całkiem przyzwoicie. A poza tym Bieszczad. - Widać, że Kacper Bieszczad to na ekstraklasę może być porządny poziom. Tak samo myślę choćby o Chancellorze czy rozwoju Łakomego. Więcej obiecuję sobie też po Scekiciu. Hinokio pamiętam z meczów Stomilu, już wtedy mi się podobał – myślę, że ma iskrę, choć myślałem, że w Stali ze swoimi predyspozycjami pokaże więcej - mówi nam Leszek Milewski.
- Szczerze mówiąc, trudno dopatrzyć się znaczących pozytywów. Ale jest za to kilka małych plusów. We trzech meczach przed Wartą obrona wyglądała zdecydowanie lepiej niż w przeciętnym spotkaniu rundy jesiennej. Dobrze spisuje się Kacper Bieszczad, który udowadnia, że następcy Dominika Hładuna nie trzeba kupować. Myślę, że powinien wciąż grać regularnie. Poza tym, można dużo sobie obiecywać po Aleksandarze Scekiciu. To defensywny pomocnik, ale jest aktywny na boisku. Nie jest typowym "przecinakiem" – wygrywa większość pojedynków w środku oraz na własnej połowie. Tyle tylko, że czasami brakuje mu precyzji w podaniach i decyzyjności, gdy Zagłębie jest przy piłce - wyraża z kolei swoją opinię Przemysław Chlebicki.
Mateusz Rokuszewski zwrócił także uwagę na alternatywę dla wciąż powracającego po kontuzji Filipa Starzyńskiego. - Myślę, że ma przed sobą przyszłość środek pola składający się z uzupełniających się Łukasza Łakomego i Kokiego Hinokio. Jest to ciekawa alternatywa w porównaniu do tego, co Zagłębie proponowało wcześniej - ze Starzyńskim jako klasycznym rozgrywającym i z dwójką piłkarzy za jego plecami. Nie mówię, że pozostali piłkarze środka pola z kadry Miedziowych nie mogą już się drużynie przydać, ale muszą pokazać, że są w stanie coś w nowym systemie.
Warto zauważyć także, że najlepsze czasy Filipa Starzyńskiego w Zagłębiu Lubin przypadają na pierwszą kadencję Piotra Stokowca w Zagłębiu Lubin. - Piotr Stokowiec na pewno liczy na powrót Filipa Starzyńskiego, ponieważ to przecież za jego czasów „Figo” najlepiej grał w Zagłębiu - przypomina Gołaszewski.
Widmo spadku
Historia może zatoczyć koło. Kiedy Piotr Stokowiec po raz pierwszy obejmował Zagłębie Lubin, to „Miedziowi” spadli z ligi. Obecnie klub ze stolicy polskiej miedzi plasuje się obecnie na 15. lokacie z przewagą czterech punktów nad strefą spadkową, przy czym tabela jest bardzo wypłaszczona. W walkę o utrzymanie zamieszane do samego końca będzie ci najmniej kilka zespołów, w tym Zagłębie.
- Przy jego pierwszym podejściu los Zagłębia w zasadzie był przyklepany, więc trudno stawiać obok siebie te sytuacje. Uważam, że ze względu na zaskakująco dobrą postawę Stali Mielec i progres Warty Poznań w ostatnich tygodniach będziemy mieli jednego nieoczekiwanego spadkowicza i potrafię sobie wyobrazić, że jest nim Zagłębie, ale jeszcze wyraźniej potrafię sobie wyobrazić, że jest nim na przykład Wisła Kraków czy Jagiellonia Białystok - ocenia szanse Zagłębia na spadek redaktor Rokuszewski.
Piotr Janas również podkreśla, że nie można porównywać początków pierwszej i obecnej przygody Piotra Stokowca w Lubinie. - Żadnego scenariusza na dzisiaj nie możemy wykluczać, ale nie porównywałbym tych dwóch okresów. Wtedy Zagłębie miało iluzoryczne szanse na utrzymanie i Stokowiec wiedział, że może zostać bohaterem utrzymując je w lidze, bo potrzeba było nie lada wyczynu. Teraz jest inaczej, bo miał okres przygotowawczy i okno transferowe, a więc miał znacznie większy wpływ na ukształtowanie zespołu. Wolałbym nie mówić, że Zagłębie na pewno spadnie lub nie spadnie, ale gdybym był przyparty do muru, powiedziałbym, że nie. Na dzisiaj przewaga nad strefą spadkową wynosi cztery punkty. Do końca jeszcze osiem kolejek, gdzie Zagłębie zagra kolejno z Jagiellonią na wyjeździe, Stalą u siebie, Cracovią na wyjeździe, Górnikiem Zabrze i Lechią Gdańsk u siebie, Radomiakiem na wyjeździe, Rakowem u siebie i Lechem w Poznaniu na zakończenie sezonu. Bardzo istotne będzie najbliższe spotkanie, bo wygrana w Białymstoku pozwoli przeskoczyć w tabeli nie tylko Jagę, ale prawdopodobnie też Śląsk, który podejmie Lecha. Jako człowiek zawodowo zajmujący się zarówno Zagłębiem i Śląskiem z całą stanowczością stwierdzam, że wrocławianie mają znacznie trudniejszy kalendarz i to też może być atut „Miedziowych”. Nie zdziwię się jak finalnie zakończą sezon wyżej niż Śląsk i jednocześnie oba kluby się utrzymają.
- Myślę, że pewniakiem do spadku jest Bruk-Bet. Górnik Łęczna miał fajne momenty pod koniec listopada przez cały grudzień i pierwsze kolejki rundy wiosennej, ale ostatnio przygasł. W meczu z Lechią podopieczni Kamila Kieresia naprawdę nie istnieli. Jest Wisła Kraków w ogromnym kryzysie, mająca wyjątkowo niesprzyjający terminarz. Jest Jagiellonia Białystok, która gra naprawdę katastrofalnie. Uważam, że jest to najgorszy zespół na wiosnę. Franciszek Smuda mówił kiedyś o walce o spadek i w tym roku jest ona naprawdę duża. Sądzę, że Zagłębie do samego końca będzie uwikłane w walkę o utrzymanie, ale koniec końców się utrzyma - swoich kandydatów do spadku wymienia Gołaszewski.
Na ważną kwestię w kontekście utrzymania zwraca także uwagę Chlebicki. Lubinianie muszą sobie zapewnić ligowy byt przed ostatnimi dwoma kolejkami. Dlaczego? - Zagłębie musi zapewnić sobie utrzymanie na dwie kolejki przed końcem. Bo Raków i Lech do ostatniego spotkania mogą walczyć o mistrzostwo. A to właśnie przeciwnicy „Miedziowych” na finiszu rozgrywek.
Bez wątpienia widoczny jest progres Zagłębia Lubin po przepracowaniu zimowej przerwy pod okiem Piotra Stokowca. Mimo wszystko zdaje się, że „Miedziowi” spokojnie mogliby mieć kilka punktów więcej. Zdaje się, że kluczowe w kontekście utrzymania będą najbliższe mecze. Wszak już w najbliższą niedzielę lubinianie udadzą się do Białegostoku i zmierzą się z tamtejszą Jagiellonią. Koniecznie podzielcie się swoimi opiniami na temat gry Zagłębia w komentarzach.
